Niewypowiedzianie słowa i te które padły, a których usłyszeć nie chciałam.
Po bezdennej ciszy zawieszenia w złudnej próżni spełnienia powraca czucie. Zimno mrozi kłykcie, otulone Twymi dłońmi. Spokój i spełnienie odleciało na zimę do ciepłych krajów. I tylko dym z komina pozwala sobie na względną swobodę bycia w przestrzeni.
Oddech mam zbyt płytki dla marzeń niespełnionych.