BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI ZNAJDUJĄCYCH SIĘ NA BLOGU, PRÓCZ CYTATÓW, FRAGMENTÓW PIOSENEK LUB ZDJĘĆ.

poniedziałek, 28 marca 2011

Kiedyś opowiem Ci siebie.

Zmęczenie przymyka oczy, przywołuje natrętne obrazy. Każe ponownie pytać samą siebie: co gdyby ?
Dawno temu odpowiedź straciła znaczenie, nie tylko dla mnie. Mimo to, nawiedza mnie ta chwila. Jedna, intensywna, namacalna. Wywołuje jadłowstręt, zamyślenie, odurzenie zapachem, bezsenność. Odsuwa od ludzi, zamyka w kącie mojej jaźni. Błędne koło mych porywów. Kręcąc się w nim, jak na karuzeli, oddalam się coraz bardziej od innych, irytuję, rozczarowuję. Nabieram świadomości, że każda z poznanych osób odejdzie. Nieważne jak bliska, czy daleka. Powie "dość", zmęczona kuciem w lodzie. Pozna kogoś mniej skomplikowanego. Łatwiejszego w analizie.

W dzisiejszych czasach to, czego nie da się zawsze pojąć, wpisać w jeden z wielu schematów, ludzkość spisuje na straty. Współczesny człowiek, chce wiedzieć każdy szczegół, zerwać płaty skóry i poznać tajemnicę, skrywającą się pod nimi. Bez względu na cenę jaką przyjdzie za to zapłacić, nie tylko jemu.
Podróż wgłąb bywa przerażająca, czasem nawet dla mnie samej. Nie rób tego, nie próbuj dowieść, że potrafisz. Jeśli będę pewna, że jesteś odpowiednią osobą, sama cię tam kiedyś zabiorę i znajdziesz tą zagubioną cząstkę mnie, która czyni mnie dysfunkcjonalną.

Tylko nie zostaw mnie wtedy samej, bezbronnej,  z potrzaskanymi wnętrznościami.




sobota, 26 marca 2011

Przełyk mi sparzyła gorąca herbata
I Twoje słowa

Już nawet nie boli oddychanie.
Za którymś razem, przyzwyczajasz się do stanu rzeczy.

piątek, 25 marca 2011

Klarownie

Wieczory nasiąkają kaszmirową pieszczotą. I pustce patrzę w oczy, czekając, aż pierwsza odwróci wzrok.

Wszystko nieważne.
Tylko tu i teraz. Po prostu.


czwartek, 17 marca 2011

Offtopowo 2

Czytaj drobnym drukiem:

Nie lubię, wręcz nie toleruję chamstwa. Chamstwem jest dla mnie również podpinanie się pod czyjąś twórczość. Każdy ma prawo do własności intelektualnej. Jak już wyżej napisałam, zaraz pod tytułem mojego bloga: proszę o nie kopiowanie jego treści.  Osoba, która tak postępuje doskonale wie, że chodzi mi o nią. Dlatego postanowiłam nie zamieszczać nowych wpisów przez pewien czas, a jeśli ten proceder się nie skończy będę zmuszona zablokować dostęp, bądź założyć inny blog.

Z pozdrowieniami
-malena


25.03 - Miło mi, że mój apel przyniósł rezultat

sobota, 12 marca 2011

Drżą mi dłonie

Jest gorąco, zaczęły się wakacje i zaprosiłeś mnie na lemoniadę. Biało niebieska sukienka w paski pokrywa spalone słońcem ciało. Nie mam stanika. Piersi też nie mam. Ubrałam rano zielone majtki, które zerwałeś. Teraz leżę na Twojej wersalce, a Ty na mnie. Twoje robocze ubranie gnije w kącie. Zasłoniłeś okna i mdli mnie zapach towotu. Śmierdzisz nim, masz brudne ręce, którymi mnie dotykasz, kilkudniowy zarost. Słone krople potu kapią ci z czoła na mój podbródek. Czuję cię w sobie, boli. Coraz szybciej i szybciej. Spoglądam w dół i widzę krew. Boję się widoku krwi, więc uciekam w myślach do tęczy, jednorożca, małych kociąt, radia z oczkiem. Charczący worek mięsa i kości, zwany Twoim ciałem zastyga, zwala się na mnie, a potem przetacza na bok. Koniec. Na twarz wypełza ci uśmiech. Pozwalasz mi wstać, ubrać figi ,wyjść.

Mam 14 lat. Wiem co się stało, ale nikomu nie powiem. I tak nikt by nie uwierzył.

piątek, 11 marca 2011

Bo czasem tak jest, że siedzicie gdziekolwiek. Wiatr niesie śmiech dzieci, alergiczne pyłki i mieszaninę zapachów z pobliskiej drogerii. Być może rozmowy innych ludzi, lub w ogóle nie wieje. Jecie roztapiające się lody, pijecie zimne piwo, gasicie papierosa. I myślisz: zrób coś, weź mnie za rękę, zetknij się ze mną ramieniem, muśnij przypadkiem twarz, przytul, pocałuj, pocałuj, pocałuj. Pęka ci głowa od tego galopu ze słowem "chcę" w roli głównej. Atmosfera gęstnieje tak, że można ją kroić nożem i żadna ze stron nie wykonuje pierwszego ruchu. Żegnacie się z dystansem samozachowawczym, każde odchodząc w swoja stronę. Dopiero wieczorem, gdy oboje będziecie zasypiali, stworzycie scenariusze do minionej chwili, te w których mieliście więcej odwagi i będziecie pluli sobie w brodę.

Bo czasem tak jest.

czwartek, 10 marca 2011

Tryb rozkazujący

chodź
rozbierz
całuj
kąsaj
pieść

posuwaj
rżnij
popychaj

(nie)kochaj

skończ we mnie
zapal papierosa
ubierz się

wstań
wyjdź
zniknij
zapomnij

Nie potrzeba wielu słów.
Nie trzeba ich rzeźbić, ugniatać jak plasteliny, zestawiać ze sobą, układać mozaiki.
Diabeł tkwi w szczegółach.

środa, 9 marca 2011

Przyszłościowo

Jest 17:21. Upał zlewa się z drgającym asfaltem. Sukienka lepi mi się do spoconego ciała. Makijaż spływa do rynsztoku i gdybym zdjęła sandały, chodnik poparzyłby mi stopy. Jest duszno i pachnie spalinami. Kwiaty na miejskiej rabacie więdną, ciepło rozbudza agresję w bezdomnych kundlach, a kierowcom nie chce się zatrzymywać przed przejściem dla pieszych. Mijamy się na ulicy. W lekko wygniecionej koszuli i z nadmiarem żelu na włosach, przyglądasz mi się obco. Jakby neurony kazały ci staczać w głowie z góry przegraną walkę o to kim jestem.

Brak nocnych rozmów przez telefon, komunikator, skype'a. Brak wysłuchanych z winyli dźwięków, sernika Twojej mamy na Wielkanoc, leżenia na trawie, pocałunków w ulewie, przeziębienia po zabawie na śniegu. Krzyków, kłótni, wypadów do kina a nie na film, szybkich numerków w Twoim aucie, stania na peronie, siedzenia na ławce, smrodu papierosów, zadymionych pubów i moich wymiocion po zbyt dużej ilości wypitego piwa.

Odwracam wzrok i rzucam "kurwą" pod nosem, za odjeżdżającym autobusem. Już cię nie ma, przeszedłeś obok, skręciłeś za rogiem, został zmieszany odór ludzkich ciał czekających jak ja na kolejną godzinę odjazdu, z odrapanej przystankowej tablicy.

Wrócę do domu, włączę komputer, wezmę prysznic, będę się pieścić, otworzę colę, otworzę wódkę, otworzę okno i nową paczkę fajek. Głód pisania podejdzie mi do gardła. Wystukam krótki opis dzisiejszego anonimowego spotkania. Bez happy endu. 

Przecież oboje wiedzieliśmy, że tak to się skończy.

Nic nie musi być


Kawa bez mleka, seks bez miłości, "dobranoc" bez szczerego wydźwięku, papieros bez smaku, sucha bułka, bezdech biegania, tabletki na sen, tabletki na ból, tabletki na codzienne wstawanie. Filozoficzne pieprzenie, codzienne pieprzenie, odświętne pieprzenie o wartościach. Dymanie za jedno "kocham", za naiwność, za uśmiech. Gładkie kłamstwa, wietrzna pogoda, spacer bez czyjejś dłoni w mojej. Obietnice bez pokrycia, łamane jak zapałki.

W lustrze związuję włosy, wychodzę, oddycham, żyję.
Nie chcę już słyszeć fałszywych słów. Zagłuszają śpiew ptaków.

poniedziałek, 7 marca 2011

Historia zza ściany

Ubrała ciemną bieliznę, lubiła te fiołkowe kolory zderzające się z bladością jej skóry. Ułożyła włosy tak jak lubił, usta oblekła w czerwienie tak jak lubił, podkreśliła paskiem talię, tak jak lubił, nawet buty wybrała te które mu się podobały. Czekał na nią, gdy spóźniona z lekkim rumieńcem weszła do restauracji. Podobało się jej gdy mężczyźni na nią czekają, w szczególności on. Zamówili czerwone wino, dwa diametralnie odmienne posiłki i zamilkli, cięci ciszą pomiędzy sobą. Obserwując otoczenie, kątem oka taksowali obecność drugiej osoby. Zmiany w jej wyglądzie, w gestach, w uśmiechu. Po przystawce i pierwszej połowie butelki rozplątane smakiem języki  nie potrafiły przestać, nie zwracając uwagi na ulatujące z talerzy wraz z parą ciepło. Utonęła w jego spojrzeniu ponownie, pławiła się w każdym przypadkowym muśnięciu, w każdym dotyku wykonywanym z premedytacją. Prowokowała oblizując wargi, wydymając lekko usta, odchylając się na krześle, zniżając głos, śmiejąc się barwnie, odrzucając głowę, nawlekając kosmki na palec, przytrzymując jego spojrzenie. Pozostał niewzruszony. Kelner podszedł z rachunkiem, informując, że za chwile zamykają. Przymknęła oczy, czekając, aż uiści należność. W wyobrażeniach czuła jego oddech na szyi, silne dłonie zaciskające się na jej nadgarstkach. Bazując na wspomnieniu, wykreowała niemalże namacalny obraz, jak w nią wchodzi długim pchnięciem a ona przywiera do niego biodrami, z cichym westchnieniem na ustach. I mimo, że gra świateł na ich nagich ciałach wydawała się jej w ułamkach sekund tak realna, wiedziała już, że to nie nastąpi. Wiedziała, że mimo przeszłości, zamknął ją w klatce z wygrawerowanymi bohatersko złotymi literami: wspomnienie, szacunek, przyjaźń. Poczuła jak płonie z zażenowania, z własnych podniet, pragnień, pobudek dla których przyszła na spotkanie.

Późnym wieczorem, pocałowana przez niego w policzek na pożegnanie, stanęła przed drzwiami, przekręciła klucz w zamku i wpuściła z chłodem nocy, rozczarowanie do mieszkania. Ze zwiędniętymi sutkami, łkając goryczą, zasnęła nietknięta.

sobota, 5 marca 2011

Dławi mnie oczekiwanie. Po raz kolejny kwasem rozlewa się w moich wnętrznościach, wywołując brak apetytu.
Nie mam już na nie sił.
Nie tak, nie inaczej, nie jak ?

Nie wiem, ale trzeba nieco zmienić kurs i ustawienie steru. Bo znowu mój statek zacznie tonąć.

piątek, 4 marca 2011

W snach latam.

Mimowolnie wzdrygam się wychodząc na ogród. Jest dziewiąta piętnaście, niebo wciąż płacze, papieros w ustach, zapalniczka wzbudza w nim żar. Pięciominutowy czas na pieszczotę własnej jaźni. Opieram się o stare drzewo, obserwując codziennie ten sam krajobraz. Unoszę głowę patrząc w zachmurzone niebo. Samolot tnie je w poprzek. Nowość na horyzoncie.
 
Gdy miałam osiem lat ojciec zabrał mnie i mojego brata na lądowisko dla helikopterów, mieszczące się niedaleko naszej wsi. Dwa helikoptery były niebieskie i stojąc za barierką, odgradzającą punkt bezpieczeństwa dla postronnych, czułam omalże ich stalową wszechmoc. Dla kilkuletniej dziewczynki były jak latające stwory. Niezrozumiałe, potężne, postrzegane z należytym dla techniki szacunkiem i sporą dozą obaw. Brat miał więcej odwagi, nerwowo wiercił się w miejscu pytając kiedy wejdziemy na płytę niepozornego lotniska. Nie chciałam jak on a mimo to poszłam, gdy jeden z pilotów skinął na ojca zezwalając mu nas wprowadzić. Wszystkie męskie oczy błyszczały i nieważne było w jakim wieku dany osobnik był. Stałam z boku przerażona tym co się działo. Z rozmowy wnioskowałam, że pilot był dobrym znajomym ojca, a pappi chcąc nam zrobić niespodziankę ugadywał się z nim, że weźmie nas na pokład helikoptera i przeleci z nami kawałek. A potem już nic nie było, czerń przed oczami i moje gwałtowne zaprzeczenia, że nie chcę. Mój wyolbrzymiony strach zaskoczył wszystkich dookoła i mnie samą. Płakałam. 

Nie ma nic bardziej upokarzającego niż płakać przy kimś.