BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI ZNAJDUJĄCYCH SIĘ NA BLOGU, PRÓCZ CYTATÓW, FRAGMENTÓW PIOSENEK LUB ZDJĘĆ.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Po czym poznać udane poranki


Pachną kawą i papierosem, za oknem rozlewa się gęsta jak mleko mgła, a pierwszą rzeczą po przebudzeniu, którą robisz, jest uśmiechnięcie się do samego siebie.

niedziela, 30 stycznia 2011

Błędne koło

“Mam taką ochotę na dotyk, na poryw, na zniewolenie.
Mam głód pospiesznych impulsywnych pieszczot.
Mam wielki niedosyt męskich dłoni i ust.
Na moim ciele.
Jeszcze chwila, a ten mój nieujarzmiony głód zeżre mnie od środka.
Jestem dziś hieną żądną rozkoszy.
I pewnie pozostawiona sama sobie..
..znów w wyobraźni przeżyję wilgotną namiętność. ”

piątek, 28 stycznia 2011

Ostatnio myśląc o popełnionych w życiu błędach zauważam, że każdy nosi imię.


Agata czekała od 17 minut. Była pierwsza w kolejce, zaraz przed Panią o staromodnej fryzurze i jeszcze jedną dziewczyną w ciąży. Krzesła w przychodni były lekko odrapane. Stare, z metalowymi nogami. Z sufitu zwisała lampa z przybrudzonym kloszem, przypominająca o zwolnionej dwa miesiące temu sprzątaczce. Lekarz otworzył drzwi wypuszczając przodem uśmiechniętą pacjentkę. Następnie wyczytał z listy nazwisko Agaty. Dziewczyna wstała, odruchowo poprawiła idealną grzywkę i zniknęła za drzwiami gabinetu. Cóż nie będzie tu opisów  kozetki, ani biurka Pana Doktora. Średnia krajowa polskiego NZOZ-u. Słowa też przewidywalne. "Proszę usiąść", "mam wyniki", "nie jest dobrze", "operacja oszczędzająca", słowotok tego po medycynie.

- Przepraszam Panie Doktorze...

Słowotok.
Chrząkniecie, kaszlnięcie, stuknięcie paznokciami pacjentki o blat.

- Przepraszam, chcę coś powiedzieć.
- Ach, tak, słucham ? Proszę mi wierzyć, że... (słowotok)

Wstała, wyszła trzaskając drzwiami. 

Od zawsze chciała mieć świadomość, że jest chociaż jedna istota, która nie może bez niej istnieć. Chciała tego dla siebie, na wyłączność. Być może TO nie ma oczu, nie zaprosi na spacer i nie można się przytulić, jednak to zawsze coś. I nie opuści jej, aż do śmierci. Jak w bajkach, tylko bez księcia, białego konia i happy endu.

Ważniejsze jest, że substytut pozostanie substytutem, czy to, że będzie zapychał porażającą pustkę ?

Mówi się trudno.

Dawno z niczego się tak nie cieszyłam jak z faktu, że wyjeżdżam.
Odliczam dni, wykreślając je zamaszystymi ruchami z podręcznego kalendarza.
Czasem w wyobraźni to ostatni wyjazd, bez powrotu tutaj, z nowym początkiem i paleniem mostów.

Nazwij to ucieczką, tchórzostwem, poddaniem walki.
Nazwij to jak chcesz.
Moje życie, moja sprawa i nic ci do tego.

czwartek, 27 stycznia 2011

For M.

Nagłe wybuchy,
ciche odejścia,
cierpkie usta etanolu.
Głaszcz mnie po włosach
Drżyj oddechem
Namaszczaj półprawdą

Ten ostatni raz
Nie mów, że kochasz.


 
 
Trzasnęło
Lustro, szrama, tysiące kawałków
Drżą dłonie niespokojne
Z pozadzieranymi skórkami

Kolana
Otarcie do krwi
Zastój monogamicznych ruchów
Obłość zrodziła ostre kształty

Unoszę głowę
Oddycham łapczywie
Oddycham
Oddycham
Oddycham

poniedziałek, 24 stycznia 2011

J: Chciałabym żeby było dobrze.

Cisza.

J: Podobno chcieć to móc.
MSJ: To ja sobie zapalę i poczekam na Twoje zwątpienie.

niedziela, 23 stycznia 2011

Tylko nie mów nikomu

Najpierw zapominasz gesty. Drobne, nic nie znaczące, wychwytywane gdy siedzicie obok siebie na ławce w zimowy wieczór i kątem oka patrzysz na tą osobę. Potem zapominasz sposób mówienia, mimikę, specyficzne wyrażenia, to jak się porusza. Zapach, ten którym upajasz się, wtulając twarz w miękkość, ulatnia się niepostrzeżenie i w pewnym momencie nie potrafisz też przywołać obrazu twarzy i sylwetki. Znika głos, staje się bezbarwny, we wspomnieniu brakuje tej specyficznej nuty. I oczy w których toniesz nie mają dopracowanych kształtów ani głębi i skóra wyziębiona, bez dreszczu na myśl o przebrzmiałym dotyku. Nie ma już niczego, prócz marnych, rozerwanych codziennością, strzępów. Koniec bez kropki.


Drażniona zapachem truskawkowych pianek boję się zapominania. Zawsze się bałam.

piątek, 21 stycznia 2011

Miłość to takie oklepane, wymemłane, przeżute, wyplute i zszargane przez tysiące lat i ludzi, słowo.

Położy się dziś do łóżka, sama. Nagością skóry badając chłodną pościel. Z procentami wędrującymi odrętwieniem po przygryzanych wargach. Być może jej oddech stanie się urywany i szybki, gdy przymykając oczy będzie rozbudzać swoje ciało. Być może, zaśnie przytulona do poduszki, będącej marnym substytutem organizmu ludzkiego. Na pewno szepnie "dobranoc" pustce i migającym zza okna światłom.

Małe tęsknoty, małe radości. Constans zachowane.
Szkoda.

środa, 19 stycznia 2011

A wieczorami, ubrana w ciemne figi i męski T-shirt, popija gorzkiego earl greya, pali cienkie mentolowe i wmiata, rozmoczonymi opuszkami, sny pod poduszkę.

wtorek, 18 stycznia 2011

Wstając naprężam ciało i liczę napięte mięśnie.

Ptak lotem niedokończonym zawirował w kroplach pary. Osiadł na moich ustach. Wbił szpony w miękkie mięso. Do krwi, utaczając strużkę burgundu. Wymieszana w kieliszku z winem, smakowała cierpko. Weszłam pomiędzy ciszę i cztery ściany. Ruchome, przytulając się do siebie, miażdżą moje niepewności.

Offtopowo

Leon zazwyczaj ma rację.
Jeśli Leon nie ma racji, patrz powyżej.
Leon lubi mieć rację.
Szlag niech go trafi, ale znowu ją ma.

Reasumując: dobrze, że Leon jest mądrym facetem.
J: Co jest Schizofreniczna ?
MSJ: Skłamałam.
J: Żadna nowość u Ciebie.
MSJ: Tym razem nie chciałam.
J: O, no to jednak nowość. I co teraz ?
MSJ: To Ty tu jesteś od analizowania. Ja idę po papierosy.

Niebo było rozrywane srebrem
Po polach pełzła mgła
I wśród betonu światła układały bezmiar słów
Pomyślałam o Tobie
Zasady są po to by je łamać ?

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Było coś takiego niesamowitego w katowickim dworcu kolejowym. Coś co sprawiało, że go lubiłam, mimo panującego na nim syfu i brudu. Jego przebudowa, oznacza dla mnie koniec pewnego etapu. Wielokrotnych odjazdów z niego i powrotów. Taka mała swojskość w miejscu publicznym, pełnym meneli, gnających ludzi i małych stoisk z używanymi książkami.

Miałam wczoraj ogromną ochotę postać pod tablicą odjazdów i przyjazdów (która istnieje już tylko na zastępczym), wybrać kierunek, pobiec do kasy, kupić bilet i wsiąść do pociągu. Już w myślach zajmowałam miejsce w przedziale, pokonywałam kilkugodzinną podróż, gdy stukot usypia, rozmywając obrazy za szybą. Już w myślach wychodziłam na peronie w jednym z miast, które ktoś obiecał mi pokazać.

Ochota przeszła. Dziś będą litrowe czekoladowe i duża porcja bitej śmietany. Małe przyjemności muszą wystarczyć.

niedziela, 16 stycznia 2011

Człowieku światły

A może oświecony błyskiem jarzeniówek, odbijającym się od bieli biurowych kartek, leżących przed Tobą... Ukrzyżuj moje szczęście.
Może przybite do tych dwóch belek, będących częścią stropu mojego spokoju ducha, zostanie ze mną dłużej ?



czwartek, 13 stycznia 2011

Marzenia nie umierają, to my zapominamy.

Chciałam kiedyś rower. Górski, w soczystej zieleni, z przerzutkami. Był bardzo drogi. Wielokrotnie zatrzymywałam się przy sklepie rowerowym, z czasem znalazłam odwagę i wchodziłam do niego każdorazowo gdy tamtędy przechodziłam. Wieczorami poruszałam ten temat przy kuchennym stole, podkulając pod siebie nogi na krześle. Tata spoglądał na mnie wtedy smutno, przepraszająco. Nie było pieniędzy. Rozumiałam, choć wewnętrznie chciałam się buntować.

Z czasem zapomniałam o rowerze, o przerzutkach, ulubionym kolorze. Zadowoliły mniej przyziemne rzeczy, podparte świadomością, że nie zawsze można dostać to, czego się chce.
Rok później upały zalały falą ciepła, zastaną w marazmie mentalności małych polaczków, wieś. Wracałam ze szkoły z myślą, że mogłyby już zacząć się wakacje. W zacienionym przedpokoju zastałam zielone cudo. Nie, nie to samo, o którym marzyłam. Ale miało i przerzutki i zielony kolor i był to rower górski.

I mimo, że moja mała nadzieja gdzieś tam dawno zgasła, to ten lśniący lakier wywołał wtedy we mnie euforię i niedowierzanie, towarzyszące człowiekowi gdy spełnia się jego marzenie.

PS: Do dzisiaj rower stoi w piwnicy.


Nuta na przedwczoraj, wczoraj, dziś, jutro i kolejne dni.
"W każdym z was jest wariat" 

I pamiętajcie aby marzyć. Mocno i do końca.

środa, 12 stycznia 2011

W betonowych domach, w drewnianych domach, pod mostem, na śmietniku, w schroniskach, na dworcach, w blokach, w szpitalach, w hospicjach, w więzieniach. W pracy, w szkole, w pubie, w kinie,  przy kolacji, przy gazecie, przed telewizorem. Trzymając czyjąś dłoń, stojąc samemu na światłach, pijąc piwo, płodząc dziecko, rozmawiając przez telefon.

Żyjemy przesyceni myślą o niesprawiedliwości świata i umieramy przeżarci wyimaginowaną samotnością.
Zepsute 21 gram, nazywane duszą.

wtorek, 11 stycznia 2011

W głowie puchnie myśl za myślą. Dłoń flegmatycznie pulsuje nad bielą. Pamiętasz jak parowaliśmy nad gorącą kawą? Unosząc się w szepcie nocy, stygnąc w synchronizacji z czernią w kubkach na stole. Wszystkie przemilczane zastoje. Niewypowiedziane słowa, kryte w cieniu błahych i płytkich rozmów. Wszystkie wykrzyczane w jękach rozkoszy prawdy o których żadne nie mówiło więcej. Przymknięte oczy, które całowałeś. Obolałe obłości. Przerwane sny. 

Zbyt mało. I tlenu zbyt mało, by swobodnie oddychać.
Tylko dla Ciebie.

niedziela, 9 stycznia 2011

Każdy popełnia błędy - racja.
Na nich się uczymy - racja.
Jesteś jednym z nich - racja.

Dowiesz się o tym w swoim czasie.
Koniec nadawania. Bez odbioru.

piątek, 7 stycznia 2011

Jesteśmy inni drogi mój Przyjacielu. Byliśmy inni i jesteśmy. Narodzeni ze smutku, bólu, radości, oczekiwania, rozkoszy i znudzenia codziennością. Byliśmy nazbyt blisko i nazbyt daleko, nienamacalni, zapętleni we własnych pragnieniach i wykreowanych światach. Tęskniący za czymś, czego nigdy nie było. Wypowiadający górnolotne słowa, wierzący w monologi drugiej strony. Drżący, bliscy połowicznie, zagubieni. Ewolucja gatunku przyniosła nam ewolucję ducha. Egoizm wykształcił pochwałę hedonizmu. Słone słowa obietnic wyschły w brzegach morza rozczarowań. Przemilczenia i powykręcane moralności stworzyły granice, których nie przekroczę ze strachu i obaw. Kiedy się pojawiły ? Zdaje się, że były wczoraj, że były zawsze. Nie przeszkadzają mi. I obojętna mi już jest Twoja skorupa. Mógłbyś wyjść ze mnie, rozlać na brzuchu swój orgazm, pieczętując go cichym jękiem, a potem gdy opadłyby emocje, wstać, ubrać się i bez szorstkiego pocałunku, zostawić mnie samą. Nie prosiłabym, abyś został. I tak nie jesteś już w stanie dać mi nic więcej, prócz fizycznej rozkoszy.

wtorek, 4 stycznia 2011

J: Wiesz, w trakcie porządków znalazłam obrączkę. Zaśniedziałą do granic możliwości. Wyczyściłam ją.
MSJ: Śmieszne, zawsze mi się wydawało, że w którymś z przypływów gniewu ją wyrzuciłam.
J: Jednak nie. Przymierzyłam ją, gdy już lśniła blaskiem.
MSJ: Za duża.
J: Tak, za duża.

KTM. To nieistotne z punktu widzenia teraźniejszości.

MSJ

Pamiętasz ten wieczór, kiedy poślizgnąłeś się na świeżym śniegu i upadłeś na bruk ? Zamarzało wtedy piekło, a Twoja krew sączyła się gęstniejącą smugą po kocich łbach. Mój śmiech niósł się pomiędzy ulicznymi budynkami. Ktoś wyjrzał przez okno, odchylając firanę. Ktoś wezwał pogotowie. Ktoś w zielonej, puchowej kurtce próbował pomóc ci wstać. Pewnie miałeś wstrząs mózgu, bo chwiałeś się jak pijaczyna z bramy i zarzygałeś tą zieloną kurtkę. Szkoda tej kurtki, była taka ładna. Ten Pan też był uprzejmy. Nawet kiedy odsunął się od Ciebie i ponownie upadłeś, rozcinając tym razem łuk brwiowy. Powinnam była się wtedy przerazić ? Chwycić za rękę, żeby cię podnieść ? Otrzeć zakrwawioną twarz ? Za ciężki jesteś i przecież nigdy nie chciałeś pomocy.

Przyniosłam ci kwiaty. Ładnie pachną, żywe, z kwiaciarni naprzeciwko.
1 listopada to takie ładne święto, nie sądzisz ? Tyle żaru i ciepła, zamkniętego w małych wkładach do zniczy za 0,80 groszy. I żaden ze świętujących nie musi się już bać, że upadnie.

Jeszcze trochę

Nastawia wodę na kawę. Zalewa. Siada z zapalonym papierosem w ustach. Chłonie chwilę.
Jak się uśmiechasz po przebudzeniu ? Gdy jesteś tylko dla siebie.

Jej kąciki ust delikatnie drżą i przymyka oczy. Pierwszy łyk z kubka jest niczym przyjęcie hostii. Po ostatnim zawsze oblizuje brzeg naczynia.

Dziś zaczyna czekanie. Na walizkach dziecięcej niecierpliwości, odlicza wlekący się czas.

poniedziałek, 3 stycznia 2011


Miłość jest zbitką wpływających nawzajem na siebie składników, teoretycznym modelem według Johna Lee czy Bardisa. Poprzedzona zakochaniem, opartym na fenyloetyloaminie i dopaminie. Wywołuje silną więź, pożądanie, namiętność i intymność. A może to namiętność i pożądanie definiuje się jako zalążek miłości ?

Pożądaliśmy się niedostrzegalnymi gestami. Drżącym nieboskłonem uniesionych w zdumieniu brwi, szorstkimi, od nasyconego jodem powietrza, ustami. Drapaniem w gardle, dotykiem spoconych dłoni, ciepłem splecionych ciał przy zachodzie słońca. 

Nieunikniona czerń nocy, odbijająca się pukaniem do drzwi hotelowego pokoju. Echo przełknięcia śliny, rozszerzone źrenice, nerwowy uśmiech. Lwy odchodzą od ofiary, gdy zaspokoją głód. Ja byłam pożerana nieustannie. Spalana uczuciem bólu, miażdżona siłą jego suchych warg. Kąsana, muskana, całowana, pieszczona. Twardym męskim zarostem znaczył ślady na moim ciele. Od ust, po szyję, barki, piersi, brzuch, podbrzusze, uda i moją kobiecość. Fale nieustającego gorąca, dreszcze, krew uderzająca do głowy. Przyspieszone oddechy i rozlewające się błogim westchnieniem ciepło, gdy pierwszy raz we mnie wszedł. Niezgraną, nierytmiczną, niezgrabną. Przymykającą oczy i krzyczącą jego imię. Powoli pokazywał mi kierunek działania, uczył dotyku, mojego własnego ciała i rozkoszy. Tego wieczoru, gdy osiągnął spełnienie zapadła cisza. Żadne nie zapaliło papierosa. 

Nie pamiętam momentu kiedy wychodził, pęczniałam wtedy niczym larwa, w zbyt małym kokonie, czekająca na opuszczenie go i mająca świadomość, że to właśnie następuje. Byłam larwą. Białą, oślizgłą, transformacją, konwulsyjnie rozpychającą zbyt małą błonę wokół siebie. Czującą każdą najmniejszą zmianę, która zachodziła w organizmie. I wiedziałam, że za chwilę, gdy zmiana się dokona, nic już nie będzie takie samo. Nie było.

Zadanie na poniedziałek

Kupić brystol, narysować na nim okrąg i stanąć w środku.
Tak, zdecydowanie.
I powiedzieć wszystkim, żeby nie przekraczali linii.

I wszystko będzie dobrze, jak najlepiej.
I będzie żyła długo i szczęśliwie.
Dopóki śmierć jej nie rozłączy ?

Wygodne, ale czy możliwe ?

niedziela, 2 stycznia 2011

Podróże z i pod prąd / 6.

Jeśli obrywasz jednym nożem w plecy, boli. Jeśli obrywasz dwoma, są szanse, że obydwa płuca zostaną przebite i będzie przynajmniej równowaga.

MSJ : W Nowy Rok należy wejść szumnie, a teraz wstawaj. No już, już, sama.