BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI ZNAJDUJĄCYCH SIĘ NA BLOGU, PRÓCZ CYTATÓW, FRAGMENTÓW PIOSENEK LUB ZDJĘĆ.

niedziela, 23 maja 2010

Bez-etykietowo

Spotęgowana niewiedzą ostateczną brnę w puch miękki otulający moje niedowierzanie.
Kiedyś puch zniknie a ja spadnę na ziemię i pokiereszuję ciało.
Znowu będę obolała.
Kiedyś...
Chciałabym nie zdążyć. Niech ktoś zatrzyma zegar i wyrwie mnie z tego rytmu.
Niech on...

Czeka-nie ? Ile jeszcze ? Czy pora schować zabawki do pudełka ? Zamknąć książkę ? Wyłączyć radio ?
Spakować rzeczy ? Zasłonić okna ? Przestać wierzyć ? Niedowierzać ? Mieć nadzieję? Chcieć jasności ?
I czy wymagam tak mało, a tak wiele ?

Kiedy już opadną ostatecznie przebrzmiałe słowa, stan rzeczy zaleje mnie karmelem czy cementem ?

Moja niewiedza chroni mnie i otępia.
Moja niewiedza chroni.

piątek, 21 maja 2010

Deszcz puka do rycerskich szyb
Zlepione gorącem ciał powietrze
I ściany jagodowe,
niemi obserwatorzy

Spadamy arytmią pulsujących skroni
Lawą płyniemy po stromych zboczach
Bezruchem rysujemy kręgi na wodzie

Równomierny tętent oddechów,
Galop ciał,
Urwisko,

Jeszcze chwila
Nim wybuchną zderzone atomy
Niech Morfeusz przemoknie za drzwiami

Wyliczanka II

Widziałam ją znowu. W pochmurny dzień, taki kiedy nic się nie chce, wsiadła do autobusowej puszki, jakby czymś goniona. Zajęła miejsce po skosie ode mnie, przyzwyczajeniem dłoni przeczesała złote pasma, rozpięła kurtkę w kratkowane barwy jesieni. Jej szyja, smukła w kolorach niedojrzałej brzoskwini odbijała mały srebrny łańcuszek. Tak bardzo chciałam dostrzec cóż za zawieszka go zdobi, że w usilnych próbach zagalopowałam się do granic gapiostwa. Trach. Moje dłonie wilgotnieją. Po dłuższej chwili dopiero, czuję na sobie czyjś wzrok, unoszę spojrzenie krzyżuję je z przezroczystością jej wodnych oczu. Ogromne, szklane kule odbijają teraz przyciemnione kolory za oknem obserwując mnie.
 
Nie mrugnęła, nie odwróciła oczu uciekając w zafałszowanym zawstydzeniu. Patrzyła, a jej kąciki ust, wpierw lekko wydęte, rozciągnęły się powoli i z namysłem w delikatnym uśmiechu. Chwila, moment, błysk flesza nie mogącego złapać, uwiecznić i pojąć niepowtarzalności doznań. Złotowłosa przymyka oczy, dopiero teraz zauważam zmęczone, ciężkie podkowy pod nimi. Majestatyczność spleciona z codziennymi upadkami.
 
Autobus hamuje, kolejna fala szarości napływa do środka, zasłania mój obiekt obserwacji. Wyginam w łabędzich ruchach szyję, dyskretnie nachylam ciało. Bezskutecznie. W głowie tworzę więc obraz moich fascynacji. Jedynie jej zapach wciąż delikatnie kąsa moje nozdrza. Pachniała potęgującym echem.

sobota, 15 maja 2010


Byłeś tu na chwilę
Trącone bzy przy ścianie do tylnego wejścia
Klucz pod wycieraczką przekrzywiony
Rozczarowanie niezastania zdeptane na podłodze
Zapach kawy,
Tej wypijanej w pośpiechu, parzącej język, bez cukru
Porysowany metalicznymi zgrzytami widelca talerz

Zniknęła szczoteczka, garnitur, granatowy kubek.
Bez kartki na stole
Uprzedniego zapowiedzenia się

Wykradłeś resztkę swojej obecności gdy mnie nie było
I oknem uchylonym wypuściłeś nasze zatęchłe wspomnienia.

_____________________________________________
Odkurzyłam klawiaturę. Resztki jedzenia, martwy naskórek i posypanie głowy popiołem.