Kazimiera, przez bliskich nazywana Kazka. Urodzona 13 lutego 1923 roku, lat 87, znaki szczególne: brak. Wzrost 152 cm, waga: wciąż rośnie. Siedem lat temu zapadł wyrok: Alzheimer, dożywotnio, bez szans na warunkowe zwolnienie.
Kazka ma błękitne wyblakłe oczy, od 12 lat te same sztuczne zęby i drżące dłonie. Ma również swój pokoik-celę z dużym łóżkiem przewiezionym z jej mieszkanka przy ulicy Krakowskiej, szafę na futra w które już się nie mieści, kilka szafek, fotel z fioletową kapą, lampkę nocną, stolik na herbatę, wieżę stereo i trzy storczyki. Jeden lila, drugi biały a trzeci kremowy. Storczyki u Kazki kwitną najpiękniej w całym mieszkaniu, mimo, że w porywach choroby podlewa je kilka razy dziennie. Kazka ma również swój karniak, 186 metrów kwadratowych, bo tyle liczy mieszkanie jej syna, który wziął ją do siebie, gdy zaczęła chorować. Ma balkonik, na który w ciepłe dni wynoszone jest dla niej krzesło z poduszką i ogródek w którym dopiero rośnie trawa, ale latem na pewno będzie tam przesiadywać. W formie zastępczej, jej wnuczka zabiera ją na spacery, na które Kazka nalega. Najpierw pół dnia chodzi i narzeka, że chce wyjść na spacer, potem pół spaceru narzeka, że bolą ją nogi i chce do domu. Czasem chce wychodzić sama. Do wymyślonej Pani która na nią czeka, do mieszkania na Krakowskiej, które już nie istnieje, do ludzi, argumentując, że jest przetrzymywana siłą. Dzieje się tak zazwyczaj w pochmurne i deszczowe dni, kiedy pogoda nie służy nikomu. Wtedy krzyczy potrząsając za klamkę, nazywa swego syna potworem, a do wnuków mówi Pan/ Pani i prosi ze łzami w oczach by ją wypuścili. Tak, Kazka jest wspaniałą aktorką, jednak po kilku godzinach męczy się i ugodowo idzie odmówić cały różaniec. Dlaczego różaniec ? Bo to forma wykupienia: „Babciu wypuszczę cię i pójdziesz gdzie chcesz, ale najpierw zmów cały różaniec”. Więc babcia rusza wtedy do swojego fotelika, siada i powtarza: Zdrowaś Maryjo, Łaskiś pełna. A po ośmiu koralikach zapomina, że chciała wyjść.
Kazka chrapie, chrapie okrutnie, budząc tym swoim chrapaniem nawet psa. Kazka prosi o herbatę i potrafi żądać. Tak, gdyby nie fakt, że trzeba ją wykąpać, ubrać, rozebrać, położyć, nakarmić, zaprowadzić, przyprowadzić i pomóc nawet w toalecie byłaby takim samym współlokatorem jak każdy. Ze swoimi zachciankami, zasadami, potrzebami i ulubionymi czynnościami. Bo najbardziej lubi słuchać Radia Maryja. Śpiewać głośno i razem z księdzem prowadzić całą mszę. Stąd wieża w pokoju. Stoi tuż obok fotela, a synowa zakupiła teściowej ogromne słuchawki z długim kablem, po tym jak teściowa vel Kazka wyrwała dwie wtyczki. Kazka lubi wstawać, gdy coś w radiu ją emocjonuje, lubi ruszać pędem w stronę kuchni, wyrywając wtyczkę słuchawek z wieży . Przybiega wtedy, staje w progu zwracając uwagę siedzących wokół stołu i dzierżąc w dłoni nieszczęsną wtyczkę, a na głowie mając ogromne niczym DJ słuchawki, przybiera groźną minę. Wtyczka idzie w ruch, potrząsana dłonią. Góra, dół, góra, dół. Rozmowy cichną, a głowy zebranych kiwają się rytmicznie jak słynnym pieskom przy tylnych szybach. Patetyczna hipnoza i nagły karcący głos Kazki, niczym grzmot z Nieba: Módlcie się poganie. Obserwujący wzdrygają się, a ona robi obrót i swoim babcinym truchtem wraca do pokoju. W kuchni pada pytanie: „Kto pójdzie podpiąć DJ-babie z powrotem słuchawki ?” Wnuczek 1 , wnuczek 2 lub wnuczek 3 w zależności od tego, który był świadkiem sceny wstaje i wędruje do Kazki. A ona już spokojna uśmiecha się i dziękuje za pomoc.
Kazka jest pomarszczonym dzieckiem, wstającym o ósmej rano i żyjącym według harmonogramu. W lepsze dni, siada przy stole w kuchni wraz z innymi. Rozmawia, śmieje się i ze smakiem pochłania kilka kawałków ciasta. Głaszcze wnuki po policzkach i wciąż powtarza: „wnusiu a gdzie się uczysz ?” i słysząc piętnasty raz tę samą odpowiedź odpowiada: „ale fajnie”. Bo Kazka to babcia nowoczesna i słowo fajnie, nie jest jej obce. Kazka nie nosi również spódnic i lubi pizzę, mimo, że później narzeka na zioła pozostałe w sztucznej szczęce. Czasem płacze, prawie bezgłośnie, opierając czoło na prawej dłoni. Kiedyś podsłuchałam pod drzwiami pokoju, jak prosi Boga by zabrał ją do siebie. Nie weszłam, bałam się.
Kazka ma błękitne wyblakłe oczy, od 12 lat te same sztuczne zęby i drżące dłonie. Ma również swój pokoik-celę z dużym łóżkiem przewiezionym z jej mieszkanka przy ulicy Krakowskiej, szafę na futra w które już się nie mieści, kilka szafek, fotel z fioletową kapą, lampkę nocną, stolik na herbatę, wieżę stereo i trzy storczyki. Jeden lila, drugi biały a trzeci kremowy. Storczyki u Kazki kwitną najpiękniej w całym mieszkaniu, mimo, że w porywach choroby podlewa je kilka razy dziennie. Kazka ma również swój karniak, 186 metrów kwadratowych, bo tyle liczy mieszkanie jej syna, który wziął ją do siebie, gdy zaczęła chorować. Ma balkonik, na który w ciepłe dni wynoszone jest dla niej krzesło z poduszką i ogródek w którym dopiero rośnie trawa, ale latem na pewno będzie tam przesiadywać. W formie zastępczej, jej wnuczka zabiera ją na spacery, na które Kazka nalega. Najpierw pół dnia chodzi i narzeka, że chce wyjść na spacer, potem pół spaceru narzeka, że bolą ją nogi i chce do domu. Czasem chce wychodzić sama. Do wymyślonej Pani która na nią czeka, do mieszkania na Krakowskiej, które już nie istnieje, do ludzi, argumentując, że jest przetrzymywana siłą. Dzieje się tak zazwyczaj w pochmurne i deszczowe dni, kiedy pogoda nie służy nikomu. Wtedy krzyczy potrząsając za klamkę, nazywa swego syna potworem, a do wnuków mówi Pan/ Pani i prosi ze łzami w oczach by ją wypuścili. Tak, Kazka jest wspaniałą aktorką, jednak po kilku godzinach męczy się i ugodowo idzie odmówić cały różaniec. Dlaczego różaniec ? Bo to forma wykupienia: „Babciu wypuszczę cię i pójdziesz gdzie chcesz, ale najpierw zmów cały różaniec”. Więc babcia rusza wtedy do swojego fotelika, siada i powtarza: Zdrowaś Maryjo, Łaskiś pełna. A po ośmiu koralikach zapomina, że chciała wyjść.
Kazka chrapie, chrapie okrutnie, budząc tym swoim chrapaniem nawet psa. Kazka prosi o herbatę i potrafi żądać. Tak, gdyby nie fakt, że trzeba ją wykąpać, ubrać, rozebrać, położyć, nakarmić, zaprowadzić, przyprowadzić i pomóc nawet w toalecie byłaby takim samym współlokatorem jak każdy. Ze swoimi zachciankami, zasadami, potrzebami i ulubionymi czynnościami. Bo najbardziej lubi słuchać Radia Maryja. Śpiewać głośno i razem z księdzem prowadzić całą mszę. Stąd wieża w pokoju. Stoi tuż obok fotela, a synowa zakupiła teściowej ogromne słuchawki z długim kablem, po tym jak teściowa vel Kazka wyrwała dwie wtyczki. Kazka lubi wstawać, gdy coś w radiu ją emocjonuje, lubi ruszać pędem w stronę kuchni, wyrywając wtyczkę słuchawek z wieży . Przybiega wtedy, staje w progu zwracając uwagę siedzących wokół stołu i dzierżąc w dłoni nieszczęsną wtyczkę, a na głowie mając ogromne niczym DJ słuchawki, przybiera groźną minę. Wtyczka idzie w ruch, potrząsana dłonią. Góra, dół, góra, dół. Rozmowy cichną, a głowy zebranych kiwają się rytmicznie jak słynnym pieskom przy tylnych szybach. Patetyczna hipnoza i nagły karcący głos Kazki, niczym grzmot z Nieba: Módlcie się poganie. Obserwujący wzdrygają się, a ona robi obrót i swoim babcinym truchtem wraca do pokoju. W kuchni pada pytanie: „Kto pójdzie podpiąć DJ-babie z powrotem słuchawki ?” Wnuczek 1 , wnuczek 2 lub wnuczek 3 w zależności od tego, który był świadkiem sceny wstaje i wędruje do Kazki. A ona już spokojna uśmiecha się i dziękuje za pomoc.
Kazka jest pomarszczonym dzieckiem, wstającym o ósmej rano i żyjącym według harmonogramu. W lepsze dni, siada przy stole w kuchni wraz z innymi. Rozmawia, śmieje się i ze smakiem pochłania kilka kawałków ciasta. Głaszcze wnuki po policzkach i wciąż powtarza: „wnusiu a gdzie się uczysz ?” i słysząc piętnasty raz tę samą odpowiedź odpowiada: „ale fajnie”. Bo Kazka to babcia nowoczesna i słowo fajnie, nie jest jej obce. Kazka nie nosi również spódnic i lubi pizzę, mimo, że później narzeka na zioła pozostałe w sztucznej szczęce. Czasem płacze, prawie bezgłośnie, opierając czoło na prawej dłoni. Kiedyś podsłuchałam pod drzwiami pokoju, jak prosi Boga by zabrał ją do siebie. Nie weszłam, bałam się.
Przeżyła swoje życie najlepiej jak umiała, a mimo to, pośród najbliższych jej osób cierpi. Nie z powodu choroby, tylko samotności w której Alzheimer ją zamyka.