Całujesz moją twarz pięknymi historiami. I ciało, kawałek po kawałku, od kłykci po podbródek. Oddechem paruje niedowierzanie, gdy w płynne złoto zamieniasz słowa. Nieustannie milimetry karcisz, za odległość jaką tworzą między nami. Na długość chwili cię pożądam. Na nieskończenie i przeminienie. Nie musisz mnie dotykać, tylko masuj moje myśli. Pieść je, rozbieraj, ubieraj, kąsaj i rozszarpuj na strzępy. Połóż się obok i patrz mi w oczy. I śnij mi się znowu.
Bo w tej chorobie, nazywanej życiem, gramy te same role.
