BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI ZNAJDUJĄCYCH SIĘ NA BLOGU, PRÓCZ CYTATÓW, FRAGMENTÓW PIOSENEK LUB ZDJĘĆ.

wtorek, 28 września 2010

Nieodwołalność tyka na ścianie. Uśmiecham się do niej bezczelnie.
Cokolwiek. Co gdyby ? To nieważne.

Jesteśmy tak zatrważająco piękni, gdy umieramy w barwach codziennego światła.

poniedziałek, 27 września 2010

Tak bywa

Śniłam namacalnie, odczuwając wszystkimi zmysłami. Wzrok, zapach, dźwięk, dotyk. Drżenie liści, chłód wywołujący gęsią skórkę, tembr uniesionego głosu pokryty szeptem, deszcz uderzający dużymi kroplami w nieokryte ciało, cykada dzikich owadzich odnóży i skrzydeł.I drugi osobnik, swoim pojawieniem się zmieniający scenerię.

Śniłam mężczyznę. Którego kiedyś pożądałam. Który pożądał mnie. Ocieraliśmy się o siebie znaczeniowo i fizycznie, karmiąc nasze seksualności. Budując sacrum sytuacji i pozwalając mu rosnąć do granic wytrzymałości. Zupełnie zaskakująco. Intymnie, lepko, duszno.

Śniłam o spełnieniu, które przyszło okryte nocą, w mojej wyobraźni.

I budząc się rano zapragnęłam. Tylko przez chwilę. Nim chłód podłogi rozlał się po ciele, od bosych stóp ku sercu, wywołując dreszcz otrzeźwienia z mary nocnej.

niedziela, 26 września 2010


Co poczułaś gdy na bezdechu relacjonował Ci swoje podniecenia ?
O kobiecie którą nie jesteś i której daje rozkosz prawie każdej nocy. Czy drgnęła w Tobie ta mała żyłka, wywołująca pulsowanie na skroni i tajfun niepewności. Czy zazdrość wlała się w Twoje na pozór miękkie słowa. Czy pamiętasz jak cię pieścił przed snem. Jak kochał się z Tobą, obserwując Twoje podniecenie. Pamiętasz to mrowienie, gdy wypowiadał tak banalne słowa, świadczące o ulotności chwili. Dlaczego dajesz to co powinnaś, zamiast wypowiedzieć słowa na które On bardziej czekał . Ile razy w ekstazie i oszołomieniu samospełnienia łapałaś się na tym, że to jego twarz przywołujesz w myśli, sunąc dłonią po swoim podbrzuszu.
Cisza

Zauważyłaś, że skończyła się woda w szklance a Twoje usta są szorstkie i nieprzyjemne.
Czekasz, aż zamknę zeszyt i powiem koniec spotkania . Potem wyjdziesz, odetchniesz głęboko, spojrzysz na zegarek, przywołasz z pamięci rozkład autobusów. Przez chwilę pomyślisz o moim brulionie, o Tym co mogło w nim zostać dzisiaj nakreślone. Będziesz obserwować ludzi na przystanku. Zatopisz się w świecie muzyki. Zapomnisz. Zapominasz tak codziennie.
Ale zanim to zrobisz odpowiedz: co poczułaś ?
Tak, masz rację. Nie warto.

Bez ładu i składu


W większości ludzie zazwyczaj kłamią. Potem kładą się spać, wstają i znowu kłamią. Jest jeszcze przerwa na ironię, krzywdzenie, samogwałt, seks, jedzenie i obowiązki. Ale w trakcie tych czynności również można okłamywać. Chociażby siebie.


Jesteś dziś wodą wypływającą ze źrenic
Plamą na terakocie
Cierpkim winem buzującym w czerwieni
Szumem w uszach
Zniecierpliwionym dymem papierosowym
Ważką na ścianie
Złocistym kolorem gęstej słodyczy

W mojej jaźni
Skulony w kącie szepczesz pożądaniem
Lubię zapach Twoich myśli

piątek, 24 września 2010

Betonowe królestwo

Miała na nogach ciężkie betonowe butki. Codziennie stała w nich na krawędzi czarnej otchłani bez dna. Ramiona obolałe od spętania kaftanem bezpieczeństwa, brak równowagi, lekkie kołysanie. Tył, przód, tył przód. Więcej czerni, mniej i więcej. Zawrót głowy. Głęboki wdech.

Czy wiesz jak ciąży nasiąknięty wilgocią strachu beton ?
Kiedy wyjdzie słońce, a on wyschnie zrobi krok w tył i odejdzie od brzegu na którym stać nigdy nie chciała.

Kiedyś wyjdzie słońce.


4

czwartek, 23 września 2010

Powroty ?

Chciała się wylać. Pęcznieć, puchnąć, nadymać. A potem z premedytacją wetknąć szpilkę w najczulszy punkt.
Zapaskudzić eksplozją niepozmywane talerze w zlewie, prawie nowe kafelki, podłogę i ściany. Wyobrażać sobie co by było gdyby. Kto ścierał by ślady po jej zsiniałych wnętrznościach. Nawet byłoby jej to wtedy już obojętne.
Wtedy. Ale teraz nie wiedziała o tym. Z kolanami podciągniętymi pod brodę po prostu chciała. Miała wizję krwi cieknącej stróżką z rozerwanych zwłok. I tych wszystkich, którzy stając potem nad kilkoma kawałkami desek, ronili by krokodyle łzy. O tak, dramatyzm był mile widzianą rzeczą w tej marnej sztuce.
Chciała być czyjaś. Dobrze wiedziała czyja. Znała te dłonie. Znała całe ciało i psyche. Znała również swoje tchórzostwo, przyczynę tak wielu przemilczanych słów.

Podobno chcieć to móc.
Więc najbardziej nie mogła a chciała wetknąć sobie tą szpilkę we wspomnienia.
Wspomnienia – najczulszy punkt.

Szkoda, że i tak by nie pomogło.