BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI ZNAJDUJĄCYCH SIĘ NA BLOGU, PRÓCZ CYTATÓW, FRAGMENTÓW PIOSENEK LUB ZDJĘĆ.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Rozczarowania są jak pożegnania, słodko-gorzkie


Tryby zębate, wciąż się kręcą. Zataczają w powietrzu niewidzialne kręgi, wracają do punktu wyjścia. Znowu i znowu. Rozczarowanie oplata pewność i poczucie wiary, kiełkujący gniew tłumi rozczarowanie, kolejny raz wypowiadane mantry wyrastają na gniewie. Ufamy, zawodzimy się, upadamy. Wstajemy z mocnym postanowieniem poprawy, że nigdy więcej i, że to już ostatnia pomyłka. Plujemy sobie w brodę za naiwność, unosimy głowę, kroczymy dalej. Nie uczymy się, nie zmieniamy. Gdy na naszej drodze staje ktoś, umiejący drgnąć czułą struną, dajemy się wchłonąć bezcieleśnie tej zwodniczej sile, porzucając postanowienia, aż do  kolejnego upadku.


A tryby zębate nigdy nie rdzewieją, napędzane niewidzialną wiarą w ludzką dobroć i bezinteresowność,  pozwalają nam wciąż upadać i być słabym. Żałosna ludzka wiara.

środa, 23 lutego 2011

3

Byłoby.

MSJ: Jakie to uczucie ?
J: Dziwne.
MSJ: Bywa.


wtorek, 22 lutego 2011

GemMa

Obiecane i dedykowane: mojej M.

Zmęczone dzikim tańcem przez większość wieczoru, teraz chłonęłyśmy spokój nocy panujący w moim mieszkaniu. Za chwilę wybije czwarta, za chwilę wybije piąta, za chwilę wzejdzie słońce. Przewróciłam się na plecy, kładąc rękę na brzuchu. Jej płytki oddech, przecinał drażniąco ciszę. Miała otwarte oczy, wiedziałam to, pewnie gdybym na nią spojrzała, byłyby otwarte.

- Hmmm ? - Wychrypiałam w końcu cicho, wiedząc, że zbyt długo milczy, od ostatnich, wypowiedzianych słów. Przysunęła się tylko, pocałowała moje nagie ramię, wsparła na łokciu, zaczęła lekko kąsać moją szyję, wywołując przyjemny dreszcz podniecenia. - Za dużo wypiłaś - resztki trzeźwości przemówiły przeze mnie.

- Chcę - twardym głosem wydyszała swoimi ustami, kilka milimetrów od moich i nim zdążyłam zareagować, wpiła się mocno w moje zaschnięte wargi. Ujęła moją twarz, przylgnęła nagim ciałem do moich piersi. Jej sutki sterczały, a brzuch był gładki, gdy palcami zaczęłam odruchowo wodzić po jej ciele. Krągłymi jędrnymi piersiami, ocierała się o moje, gdy brałam je w dłoń i lekko szczypałam. Tchnęła w moje usta, wraz ze swoim językiem, przeciągły pomruk zadowolenia, który rozbudził moje pożądanie. Dłonie poczęły śmielszą wędrówkę. Delikatny zarys kibici, gładkie i naprężone mięśniami pośladki. Odsunęłam twarz, sięgnęłam językiem do jej ucha, zagryzłam lekko zęby na płatku, kąsając delikatną szyję zeszłam ustami niżej. Próbowała mnie dotknąć, nieporadnie, trochę niezgrabnie, jej pierwszy erotyczny kontakt z kobietą. Na ułamki sekundy uśmiechnęłam się z wargami tuż przy jej skórze, naparłam na nią., w końcu mimo że to ona zaczęła tą grę, uległa dając mi dowodzić. Odsunęła się, opadła ciałem na plecy, przymknęła oczy, zacisnęła usta i cicho jęknęła gdy ręką zawędrowałam między uda, a moje wargi sięgnęły do sutka. Pierw otulony językiem, potem przygryziony jak koralik, sterczący w oczekiwaniu na więcej, na końcu delikatnie ssany. Mocniej, aż do jej cichego krzyku bólu. Unoszę głowę, spoglądając na jej zaciśnięte powieki, a opuszkami sięgam jej kobiecości, czuję ciepło, pulsujący punkcik rozkoszy, gdy drażnię go krótkim, przerywanym dotykiem.

- Mam przestać ? - udaję zmartwienie, unosząc brwi. W odpowiedzi kręci tylko nazbyt intensywnie głową i wygina ciało, podbrzuszem i swoim skarbem lgnąc do mojej dłoni w narowistych ruchach.

Małe tęsknoty i huragany niespełnienia rodzą w człowieku potrzebę bliskości. Utonięcia w czyichś ramionach, splecenia niecierpliwych rąk, przytulenia policzka do czyjejś twarzy. Rozbudzają niegasnącą potrzebę osiągnięcia ostatecznej formy rozkoszy - orgazmu. Czułość pozostaje cicho szepczącym doradcą, wyzwalającym naturalny zwierzęcy instynkt, który drzemie w nas od zawsze. Dotykamy siebie nawzajem, ocieramy się o innych, pogwałcamy swoje sfery osobiste i naruszamy granice moralności. Ciągoty ukryte pod płaszczem niewinnych flirtów, spojrzeń, nazbyt leniwego dotyku, doprowadzają nas do miejsca, w którym my dwie właśnie się znalazłyśmy. Boleśnie spragnione, wytwarzające ulotną więź. Prowadzącą do jedynego rozwiązania.

Jej niema prośba staje się rozkazem, gdy wsuwam w nią palce, natychmiast objęte różowym ciepłem i bacznie badam reakcję bezbronnej, teraz, kobiety. Podoba mi się to, jak wije się jej ciało, jak falują chwilę temu pieszczone piersi. Pragnę jej posmakować, bezpardonowo, już, teraz. Głową sięgam niżej i scałowuję mokrość, będąca przyzwoleniem. Działania nie pozostają bez oddźwięku, chwile później słyszę ciche kwilenie, które potęguje się do jęków. Przyspieszam, chcąc jej ofiarować najpiękniejszą przyjemność - oralną pieszczotę. Gemma rozwiera usta czując moje działania. Wygina plecy w łuk, stopami wspiera się na pościeli, jest piękna w uchwyconym momencie. Pożądanie, zroszone na czole kroplami potu, wypala w niej ziejąca dziurę. Moje
usta zastygają, czując erupcję wulkanu wilgoci, by ponownie zacząć ją pieścić. Mocniej, szybciej, intensywniej. Wznosi się na poduszkach chwytając szklistym spojrzeniem mój intensywny wzrok, gdy moje palce synchronizują brutalne działania z językiem. Kochanka przymyka ponownie oczy, marszcząc czoło w kształt litery V. Jej oddech przyspiesza bardziej i bardziej, gdy odrzuca do tyłu głowę i wychodzi mi naprzeciw biodrami, niecierpliwa i żądna kolejnej dawki euforii. Na wpół świadoma czynów, zaciska swą rozgrzaną wilgocią „różę” chcąc przyspieszyć wędrówkę na szczyt ekstazy. W końcu dochodzi, zasłaniając twarz poduszką i wydając najgłośniejszy tej nocy jęk. Chrapliwy, unoszący się swoją długością w pomieszczeniu. Rozbrzmiewający dla mnie melodią, gdy już wolniej, dając jej odpocząć, scałowuję soki z jej kwiatu, by czubkiem języka powieść znaną ścieżką po rozluźnionym, miękkim ciele, aż do ust. Jest słona od wysiłku a na wargach niosę jej cierpkawy smak. Zamykam jej wyrównujący się oddech w szorstkim i krótkim pocałunku, którego nie ma sił oddać. Mój niecierpliwy opuszek odruchowo gładzi alabaster, opinający obojczyki. W końcu ustępuje, znajdując kryjówkę w moich ustach i potęgując ulatniający się smak, leżącej obok kobiety. Czekam na wyrównanie szans, na jej powrót do świadomości, a moje boleśnie podniecone, jej teatrem ruchów, wnętrze woła o pieszczotę, przejmując kontrolę nad zmysłami. Dreszcze eksplodują tuż pod skórą, kiedy zaczynam sama siebie dotykać. Spoglądając na własne ciało i ruchy mam wrażenie, że moja skóra jest pergaminem z tysiącem iskier, rozbijającym się o nią. Im bliżej sięgam podbrzusza, tym więcej fajerwerków uderza w przezrocze z cienkimi, pulsującymi żyłkami. Zaczynam zatapiać się w tym stanie, z którego wyrywa mnie jej gest, zatrzymujący moje ruchy. Gotowa do dalszych zabaw przyjmuje pozycję atakującego. Całuje mnie najpierw powoli i namiętnie, jak kochanka, zlepiając słodko wargi, by po chwili przycisnąć je do siebie jak imadło, szorując językiem po moich zębach. Jej dłonie odnajdują moje piersi wysuwając je spod topu. Jak uczeń powtarzający za nauczycielem, tak ona tworzy kopię moich działań.

- Usiądź - rozkazujący ton pada z jej ust, gdy dłonią szarpie za skrawek okrywającego mnie, czarnego materiału. Pozwalam jej dowodzić, wykonując rozkaz. Spocone dłonie przywierają do moich boków, lądują pod koszulką i wędrówką suną do góry, ściągając przez głowę okrycie. W szarzejącej poświacie za oknem dostrzegam jej zmrużone oczy i przechylenie głowy, kiedy spojrzeniem taksuje moje ciało. Odczuwam zakłopotanie, które tonie w jej dalszej śmiałości, gdy ściąga moje figi, nie pozwalając mi zareagować. Teraz to ona rządzi i dowodzi. Jej ruchy stają się pewniejsze, gdy siada na mnie okrakiem i popycha z powrotem na materac. Jej wciąż wilgotne po przyjemności krocze, dotyka nagiej skóry mojego uda i lekko się o nią ociera, a pełne, malinowe usta całują każdy centymetr twarzy, schodząc do szyi. Wplata palce w moje rude kosmki, nawijając je jak sprężynkę wokoło, gryząc wgłębienie za wystającą żuchwą. Próbuję się odsunąć, zaskoczona ostrością pieszczoty i jej ruchów.

- Leż - syczy cicho, wzmacniając uchwyt na karku i lekko szarpiąc, by kąsaniem znaczyć ślady. Moja szyja, przedramiona, barki. W końcu poddaję się temu aktowi agresji, czując jak dociera do sutków. Oblizuję suche wargi, gdy obejmuje i ugniata moją pierś i zaskakując mnie, bierze ją niespodziewanie w usta. Przebiega mnie mimowolne wzdrygnięcie, fizyczna reakcja na przyjemność, gdy obwodzi sutek gładkim językiem, idealnie współgrającym z pełnym konturem warg. Te dwie części jej ciała, teraz synchronizują się, tańcząc w dawaniu mi rozkoszy. Wolną dłonią chwyta drugą pierś, zaciska ją na niej, wpijając, aż do czerwonych śladów, by z impetem wyprostować na chwilę palce i powtórzyć cykl. Zapadam się w łóżku, sprężyny falują, pościel przylepia mi się do pleców, zostawiając na nich swój odcisk. Ciszę wypełnia jedynie mój urywany, coraz głośniejszy jęk, będący aprobatą naprzemiennej pieszczoty obu wzgórz. Szukając statecznego punktu odniesienia, by się nie zatracić, opieram przedramię o ścianę. Gemma widząc to na chwilę zwalnia, jakby zdezorientowana. Kładzie głowę na moim brzuchu, dając mi wytchnienie i jednocześnie katując gotowa do otrzymania rozkoszy wilgotność krocza. Nosem obwodzi mój pępek, włosami łaskocze skórę dookoła, wdmuchuje w niego ciepłe powietrze śmiejąc się cicho. I nagle, gdy mój umysł opada z czujności, jej dłoń bez ceregieli ląduje mi między udami. Agresywnie wsuwa się we mnie, wywołując moje zaskoczenie i spięcie mięśni, w nieprzygotowanej na to niespodziewane wtargnięcie, muszli. Okrzykiem sygnalizuję swoje zdumienie, gdy kciukiem zaczyna pieścić nabrzmiałą i wrażliwą łechtaczkę. Nie czekając na moje zachęty, pocałunkami schodzi niżej, dołączając ustami do ręki. Rozchylam bezwiednie nogi, jedną układając na jej ramieniu. Dotyk, po początkowym ataku, staje się delikatny, badawczy i niepewny. Jak nieoswojony zwierz, przyczajony w gotowości do ucieczki. Dopiero po chwili intensywnieje ponownie,z każdą sekundą, współtworząc rytm naprzemienny i wywołując we mnie fale wilgoci o sile tsunami. Wzdycham niecierpliwie, wręcz karcąco, gdy wysuwa z mojego rozgrzanego wnętrza palce i opuszkami wodzi dookoła. Jej usta wciąż nieprzerwanie ssą mały guziczek, przynoszący tak wielu kobietom uczucie ekstazy. Powolny marsz dreszczy, bierze w posiadanie moje ciało. Oddycham płycej, szybciej, nierówno. Wspinając się na szczyt rozkoszy próbuję wbić palce w fiolet ściany. Ciepła dłoń znów wsuwa się w mój kwiat, trzema palcami, pogwałcając jego prowizoryczną niewinność. Przyjmuję pieszczotę z cichym jękiem aprobaty i wdzięczności. Wilgotne od moich soków usta ustają na chwilę, wydmuchując zimne powietrze wprost na rozpaloną do nieprzytomności skórę. Teraz nie ustaje, wbija się we mnie swoją ręką jak szalona, raz za razem, drążąc we mnie brutalnością. Posmak bólu jest słodkawy, wypycham ku górze miednicę, dając jej lepszy dostęp, umożliwiając głębszą wędrówkę po moich zakamarkach. Wchłaniam jej dłoń i oplatam się wokół niej, niczym bluszcz, czując mrowienie podbrzusza i słysząc własny głośny jęk, w przesyconym zapachem seksu, pomieszczeniu. W końcu biel zalewa nie-widok pod zamkniętymi powiekami. Moja głowa staje się ciężka, otwieram oczy, świat wiruje, a na twarz wypełza mi błogi uśmiech. Boskie uczucie spełnienia wstrząsa mną całą, od czubka głowy, aż po stopy, wywołując drętwienie łydek.

- Przestań - ledwo artykułuję i ponownie łapczywie zaciągam powietrze. Na potwierdzenie słów chwytam ją lekko za włosy, pociągając ku górze. Pojmuje moją prośbę, kładąc się koło mnie i dając mi czas na delektowanie się nirwaną. Każdym centymetrem ciała paruje ze mnie namiętność. Nadmiernie wrażliwa, kurczę się w sobie i dostaję gęsiej skórki, gdy ręką gładzi moje ramię. W końcu zapach minionych doznań osiada na meblach. Wstaję z łóżka, na biurku odnajduję papierosy i popielniczkę.

- Chcesz ? - pytam wracając do łóżka i siadając naprzeciw niej naga. Odpowiada mi skinienie jej głowy. Dwa żarzące się punkciki wypełniają pokój tytoniowym dymem. Zaciągam się głęboko. Papieros smakuje idealnie. Za oknem fioletowe smugi pojawiają się na niebie. Nie zaśniemy przytulone. To przecież nie w stylu żadnej z nas.

- Smakujesz mi – gdy już leżymy słyszę jej senny głos, zanim oddaje się Morfeuszowi w objęcia.

***

Poranny śnieg spowił połacią krajobraz. Mlecznobiały jak jej skóra, gdy weszła otulona samym ręcznikiem do pokoju. Bosymi stopami naznaczyła mokre ślady na czekoladowej podłodze. Odwróciłam wzrok, potem ciało, potem ruchy i podeszłam blisko. Zastygłyśmy. Jej oczy bywają brązowe wieczorami, a w dziennym świetle mają zielonkawy poblask. Patrzyła nimi, szeroko rozwartymi na moją twarz. Gęsia skórka, genetyczna pamiątka po przodkach uniosła mieszki włosowe na jej rękach. Z mokrych włosów skapywały krople wody. Jedna z nich wędrówką sięgnęła obojczyka. Zgniotłam ją opuszkiem i oblizałam palec. Z pełnych warg Gemmy wydobył się cichy jęk zdumienia, nim rozwarła je w figlarnym uśmiechu. W mojej jaźni był to moment w którym zamiast kropli zgniatam jej usta pocałunkiem, pochłaniam ją całą, oplatając kibić ręką, przytrzymuję za włosy wolną dłonią i zsuwam z jej ciała ręcznik, który opadając wydaje głuchy łoskot.

- Co ubierasz ?

Pytanie pada na przełamanie gęstniejącego, po ostatniej nocy ,w powietrzu ładunku.

- Nie wiem jeszcze. - wzruszyła ramionami, wyprostowała kąciki ust, zamknęła ulotność chwili w westchnieniu. Chwyciła moją dłoń. Niespodziewanie, dla siebie samej. Zaczęła ją dokładnie oglądać, splatać nasze palce, porównywać swoje złote, krótkie paznokcie z moimi, ozdobionymi granatem. - Dobrze mieć taką przyjaciółkę – Mówi bardziej do siebie jak do mnie.

- Ubieraj się, będziemy znowu spóźnione.
 

niedziela, 20 lutego 2011

Życzenie należy pomyśleć kiedy zdmuchuje się świeczki na urodzinowym torcie, lub gdy spada gwiazda. Gwiazdy mają podobno długie i piękne żywoty, więc chyba rzadko spadają, a urodziny są raz w roku.

Ja wypowiadam więc życzenia gdy spadnie śnieg. Może się spełnią ?

Chodź do mnie, na długość spalanego papierosa, wypijaną duszkiem kawę, na chwilę, na tyle, na nieokreślone.

Wrzące krople rozbijają się dreszczem o moje ciało. Parzący ślad czerwieni znaczy drogę. Szum wody, uniesiona twarz, przymknięte oczy, rozchylone usta, wędrówka wbitych paznokci od szyi, przez biust, aż do brzucha. Erupcja namiętności w podbrzuszu. Wilgotna dłoń, rozrywanie podniecenia, moje niecierpliwe ruchy i urywany oddech. Marszczę brwi, opieram się o beż kafelek za plecami, mrowienie w łydkach. Zabawa stop. Kurek z wodą przekręcony na zimną. Fizyczna reakcja, twardość sutków, gęsia skórka. Chłonę, tonę, paruję rozkoszą. Zamykam dopływ wody, otulam się szlafrokiem. Niedokończona stygnę niespełnieniem.

Chcę byś to Ty mnie pieścił.

sobota, 19 lutego 2011

Małe rzeczy cieszą

Zaczynam od sprintu, pierwsze dziesięć, piętnaście minut forsuję całe ciało, tracę oddech, łapie mnie kolka i skurcze w łydkach. Staję, haustem wciągam wieczorne powietrze. Nie powinnam, wiem, jutro ciało będzie obolałe, a ścięgna dadzą się we znaki. Jednak robię tak codziennie. Potem opieram dłonie na kolanach i oddycham, kłująco, szybko, aż płuca wypełnia bolesny chłód. Rozciągam nagrzane mięśnie, powoli, z namysłem i oporem buzującej w żyłach gęstej krwi. Droga dalej, w noc. Latarnie oznaczają pomarańczową poświatę, miarowo, wolniej, zgięcie nóg w kolanach, rozprostowanie, naprzemienny ruch. Kolejne skrzyżowanie, spojrzenie w bok, oblizanie suchych, spiętych warg. Dźwięki płynące w uszach, rytm sam się wybijający w moim gardle, gdy kolejny raz zaciągam się zapachem miasta. Stopy uderzające o chodnik w takt, nabrzmiałe serce i smak wolności.

"Something is changing
Bruising and taking
And I'm trying to find out what it is"

Kiedyś lubiłam pływać. Lubię nadal. Wchodzenie do wody, otulającej ciało. Nie jak kochanek, a jak już nie przyjaciel, a jeszcze nie ktoś obcy. Przyjemnym chłodem, za którym tęsknisz gdy go nie ma. Potrafiłam zatracając poczucie czasu i rzeczywistości obserwować niewidzącym wzrokiem dach pływalni, gdy pokonywałam kolejne długości basenu. Nawrót, stopy bolą, nawrót, ból promieniuje, nawrót, nawrót, nawrót, ból mija, nie ma nic, tylko rozluźnienie, pustka w głowie, odgłos dłoni wpadających do wody.

"Say that I'm selfish
But I know you need this
And I'm just so sick of the chase"

Światła się skończyły, ulica jest coraz węższa i ciemniejsza, nie-ślepy zaułek. Ciche domy, za oknami rodziny siadają do kolacji, mijające mnie auto zajeżdża na pobliski podjazd. Czuję w ciele drgania uderzeń butów o ziemię, odruchowo prostuję, wyprostowane plecy, zaciskam pięści, znów odpływam. Główna, pasy, przystanek razy dwa, kościół, zakręt, ogródek. MP3 switch off, ławka, papieros. Kończyny opadają bezwiednie, w myśli masochistycznej ćwiartują się na kawałki przepełnione gorącym zmęczeniem. Wybiegać wszystko, wszystko wybiegać. W tym tkwi sens wieczornych eskapad.


Mam beżowo-fioletowe adidasy i czarny dres, ale czy to ważne ?


piątek, 18 lutego 2011

Młody

Pamiętasz nasze dzieciństwo. Nosiłeś spodenki na szelkach a ja krótkie włosy. Biegaliśmy w sandałach, skakaliśmy po drzewach i denerwowaliśmy sąsiadki. Huraganem przechodziliśmy przez kuchnię w porze obiadowej, z brudnymi od piachu stopami, szybko pochłanialiśmy talerz kartoflanki, zagryzając ją chlebem. Chwytając "łuki" z krzykiem opuszczaliśmy rodzinny dom. Zimą, przemoczeni stawialiśmy igloo, obserwowaliśmy ptaki przy karmiku, a rankiem grzaliśmy podkoszulki nad piecem w kuchni. Machaliśmy do pociągów przejeżdżających niedaleko naszego domu i do samolotów nieosiągalnych. Budowaliśmy szałasy, z dachów oglądali zachody słońca nad lasem, patrzeli w gwiazdy, pisali listy do św. Mikołaja. Mieliśmy idee, marzenia, plany. Co się z tym wszystkim stało ? 

Opowiadasz mi czasem o czarnej otchłani, która cię wciąga gdy budzisz się rano, z głową napchaną lękami na przyszłość. Patrzyłeś na moje przedświąteczne łzy, gdy płacz pozostał dla mnie jedynym sposobem na rzeczywistość. Co się z nami stało ? 

Dziecinne skorupy opadły, zamieniły sie w pył, rozniósł je wiatr. Dziecięce marzenia, zakopał psiak z kulawą nogą w ogródku. Idee porwała współczesna mentalność świata. Wszystko pożarł potwór nazywany dorosłością. I nawet chleb jedzony do kartoflanki nie smakuje tak jak kiedyś.

Bez-etykietowo

Nie mów mi jak jest i nie mów mi nigdy jak być powinno. Oddychamy tym samym drżeniem wspomnień. Zaciskamy zziębnięte dłonie. Tulimy pustkę. Powinnam ci pozwolić odejść. Powinnam sama odejść. Tak by było lepiej. Tak zawsze jest lepiej. Ludzie zapominają i nie powtarzaj, że Ty byś nie zapomniał. Ludzie kłamią, więc nie kłam, że byś pamiętał zawsze. Wyblakłabym, starła się z Twoich ust, zniknęła z myśli urywanych snem.

Mój egoizm nie daje mi zamknąć drzwi za sobą, za Tobą, za którymkolwiek z nas. Wyrzuca cię a potem krzyczy byś wrócił. Kieruje moim ciałem do drzwi i zawraca gdy spakowane niepewności ciążą w torbie.



Kiedyś to zrobię, jeszcze nie teraz, nie dziś, nie jutro. Dziś chcę zasnąć z pewnością, że ktoś jest i obudzić się jutro z myślą, że czeka.

środa, 16 lutego 2011

101

3
2
1

Za którąś bramką jest zonk, za którąś schowały się niepokoje, za którąś dopijam lemonową, parząca przełyk i patrzę na rozmazany obraz za szybą. Wiem, że tak będzie. Bez zaskoczeń.

Ogarnęłam.

wtorek, 15 lutego 2011

Katalizator zderzeniowości odmiennych społecznościowo jednostek

Jakie to uczucie gdy znasz kogoś na pamięć ? Uśmiech, głos, zapach, dotyk. Gdy przewidujesz mimikę, będącą odpowiedzią na Twoje słowa. Gdy wiesz kiedy Cię dotknie, co powie, jak zareaguje. Gdy patrzysz w oczy i widzisz je w głowie przed snem. Gdy masz tyle wspomnień z tą osobą, że stała się niewymazywalną częścią Twojego świata. Wszystkie pijane wieczory, rozmowy o życiu, tulące ramiona, gdy świat przestaje wydawać się do zniesienia. Wszystkie żarty, złośliwości, wybuchy śmiechu, paplanie o niczym specjalnym. Słowa, gesty, chwile, milczenie, poczucie spokoju, rozbawienie. Ciepło zalewające cię pod wpływem jej uśmiechu. 

Jakie to uczucie ? Gdy wiesz, że jest ktoś, przy kimś mógłbyś umrzeć, będąc spokojnym, nie tłumacząc nic. Wiedząc, że możesz po prostu odejść, z dłonią bezwładnie zamkniętą w czyjejś.

Nocą niepokój osiada na mych rzęsach. Ulotne wyimaginowanie zakurzonych tęsknot. 
Wiosna bezczelnie zaklęła mój świat w zapach narodzin. Gdy się odwracam pokazuje mi język i wraca do zabawy ludzkimi uczuciami. 

poniedziałek, 14 lutego 2011

Nocą

Mógłbyś mnie naznaczać
Ta swoją anonimowością bitów
Nieprzerwanie
Potęgując erupcję wulkanu podbrzusza
Kąsając najeżone podnieceniem ciało
I usta zlęknione, że dla nich zabraknie rozkoszy

Tęsknota rodzi metaliczny posmak zagryzionej wargi
Chcę byś utonął w moich jękach

piątek, 11 lutego 2011

Życie to nie teatr.
Życie to marionetka.
Od nas zależy kto pociąga za sznurki.
Biorę w dłonie krzyżak.
Drobne draski, drewnianych zakończeń wpijają się w skórę.
Publiczności mi trzeba,
Kurtyny, która nie opadnie w trakcie niedokończonego aktu
i reflektorów.
Przedstawienie czas zacząć.

Brawa, kwiaty i gratulacje odbiorę po śmierci.

czwartek, 10 lutego 2011

Ma ktoś gwiazdkę z nieba do odsprzedania ?

*** (nie wypełniony tobą...)

nie wypełniony tobą
mój pokój się nie kończy
nie ma ścian
ani okien
mój niepokój o ciebie
ogromnieje
czcionkami maszyny śledzę
urwany rytm twoich kroków
i jestem bezsilna

i nie umiem ani pisać
ani kochać 


- H. Poświatowska


Magiczny wieczór z Haśką.
Brakuje wina i kociego mruczenia.

wtorek, 8 lutego 2011

Kilka słów na temat.

Kobiety się pieszczą. Robią to delikatnie i powoli, szybko i mocno. W najróżniejszych miejscach i o najróżniejszych porach. Doprowadzają się na szczyt ekstazy i spełnienia w milczeniu, przygryzając wargi i przymykając oczy. Płyną wraz z falami orgazmu, przyspieszonym oddechem, jękiem i błogim uśmiechem na twarzy. Niektóre jak mężczyźni karmią się obrazami, dźwiękiem, wykreowanym na podstawie opowiadań światem. Inne używają wyobraźni. Jedne szczytują raz i z zadowoleniem wracają do codziennych zajęć, inne fundują sobie wielokrotną przyjemność. Pod prysznicem, w łóżku, w wannie, na fotelu.

Kobiety się wstydzą. W milczeniu przysłuchują męskim rozmowom o samozadowalaniu się. Niektóre ubierają usta w enigmatyczny uśmiech, inne spuszczają wzrok. We wzajemnych, damsko-damskich relacjach również pozostają zamknięte na rozmowę. A kiedy przychodzi pora głośno krzyczą o równouprawnieniu. Emanują pokusą i seksem. Z bordowych, różowych, czerwonych, bladych ust padają zapewnienia, że nie ma dla nich tematów tabu. Nie ma ? Przemilczają własne potrzeby, pragnienia i sposób ich spełniania, z rumieńcem lub bez na policzku. Zamknięte w obcej mi mentalności. Zadziwiającej i wywołującej lekkie zamieszanie w moim sposobie pojmowania świata.

Doznawanie rozkoszy jest jedną z najprzyjemniejszych, hedonistycznych rzeczy jaką znam. W ówczesnym świecie wulgarności, nadmiernego ekshibicjonizmu i braku poszanowania dla ciała, kobiecy akt samospełnienia pozostaje dla mnie czymś magicznym. Wstydzenie się samej siebie cofa mnie w czasy młodości moich babć. Więc pytam. Gdzie dzisiejsze wyzwolenie, duma z bycia kobietą i ze znajomości własnej, fizycznej powłoki, która jest cudem ?

Mojego ciała nikt nie zna lepiej niż ja sama i chwile samotności. Świadoma swoich pragnień i potrzeb nie mam zamiaru udawać, że jest inaczej. Dobrze mi z tym.
Ludzie zazwyczaj nie rozumieją tego co do nich mówimy. Wyciągają zupełnie odmienne wnioski od tych, które chcemy im przekazać.

Być może jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Być może wiesz, jednak ja nie mam o tym stanie pojęcia.
Na pewno nie wiesz, że ja doszłam już do konkretnych wniosków.


poniedziałek, 7 lutego 2011

"Życie jakim żyjemy w naszych myślach jest o wiele lepsze. Bardziej interesujące od tego którym żyjemy. Ale prawie zawsze kiedy musimy zrezygnować z prawdziwego dla wyobrażonego równanie się zmienia."

sobota, 5 lutego 2011

Zróbmy razem popcorn

Nie chcę nikogo by móc z nim rozmawiać tylko wtedy gdy mi źle, gdy mam problemy i życie mnie nie cieszy.
Nie chcę by ktoś był tylko wtedy. Tylko wtedy znajdował ciepło i karmił miękkimi słowami, jak gorzką czekoladą. Nie chcę myśleć o tej personie przed snem i czekać na jakikolwiek znak, że u niej dobrze.

Chcę kogoś, kto będzie ze mną chodził na spacery, śmiał się do rozpuku, cieszył z drobiazgów, odpowiadał na głupie pytania i wysyłał krótkie zabawne wiadomości. By robił mi herbatę i rzucał się ze mną poduszkami. Żeby mi mówił, że lubi kiedy się uśmiecham, cmokał w policzki, nos, czoło. Bym mogła być przy tej osobie dzieckiem, kobietą, opoką, uwodzicielką, wariatką, marudą, obrażalską.


Chcę codzienności, żebym miała dla kogo kupować cukier do mieszkania. I by nigdy nie czekał na mnie i nie rezygnował z niczego, a szedł swoją drogą. Bo jeśli nasze drogi się schodzą i obie biegną w tą samą stronę, to znaczy, że jesteś tym odpowiednim kimś.

środa, 2 lutego 2011

Moje życie jest jak wino

Najlepiej smakuje w towarzystwie tych, na których najbardziej mi zależy.