Obiecane i dedykowane: mojej M.

Zmęczone dzikim tańcem przez
większość wieczoru, teraz chłonęłyśmy spokój nocy panujący w
moim mieszkaniu. Za chwilę wybije czwarta, za chwilę wybije piąta,
za chwilę wzejdzie słońce. Przewróciłam się na plecy, kładąc
rękę na brzuchu. Jej płytki oddech, przecinał drażniąco ciszę.
Miała otwarte oczy, wiedziałam to, pewnie gdybym na nią spojrzała,
byłyby otwarte.
- Hmmm ? - Wychrypiałam w końcu cicho,
wiedząc, że zbyt długo milczy, od ostatnich, wypowiedzianych słów.
Przysunęła się tylko, pocałowała moje nagie ramię, wsparła na
łokciu, zaczęła lekko kąsać moją szyję, wywołując przyjemny
dreszcz podniecenia. - Za dużo wypiłaś - resztki trzeźwości
przemówiły przeze mnie.
- Chcę - twardym głosem wydyszała
swoimi ustami, kilka milimetrów od moich i nim zdążyłam
zareagować, wpiła się mocno w moje zaschnięte wargi. Ujęła moją
twarz, przylgnęła nagim ciałem do moich piersi. Jej sutki
sterczały, a brzuch był gładki, gdy palcami zaczęłam odruchowo
wodzić po jej ciele. Krągłymi jędrnymi piersiami, ocierała się
o moje, gdy brałam je w dłoń i lekko szczypałam. Tchnęła w moje
usta, wraz ze swoim językiem, przeciągły pomruk zadowolenia, który
rozbudził moje pożądanie. Dłonie poczęły śmielszą wędrówkę.
Delikatny zarys kibici, gładkie i naprężone mięśniami pośladki.
Odsunęłam twarz, sięgnęłam językiem do jej ucha, zagryzłam
lekko zęby na płatku, kąsając delikatną szyję zeszłam ustami
niżej. Próbowała mnie dotknąć, nieporadnie, trochę niezgrabnie,
jej pierwszy erotyczny kontakt z kobietą. Na ułamki sekundy
uśmiechnęłam się z wargami tuż przy jej skórze, naparłam na
nią., w końcu mimo że to ona zaczęła tą grę, uległa dając mi
dowodzić. Odsunęła się, opadła ciałem na plecy, przymknęła
oczy, zacisnęła usta i cicho jęknęła gdy ręką zawędrowałam
między uda, a moje wargi sięgnęły do sutka. Pierw otulony
językiem, potem przygryziony jak koralik, sterczący w oczekiwaniu
na więcej, na końcu delikatnie
ssany.
Mocniej, aż do jej cichego krzyku bólu. Unoszę głowę,
spoglądając na jej zaciśnięte powieki, a opuszkami sięgam jej
kobiecości, czuję ciepło, pulsujący punkcik rozkoszy, gdy drażnię
go krótkim, przerywanym dotykiem.
- Mam przestać ? - udaję
zmartwienie, unosząc brwi. W odpowiedzi kręci tylko nazbyt
intensywnie głową i wygina ciało, podbrzuszem i swoim skarbem
lgnąc do mojej dłoni w narowistych ruchach.
Małe tęsknoty
i huragany niespełnienia rodzą w człowieku potrzebę bliskości.
Utonięcia w czyichś ramionach, splecenia niecierpliwych rąk,
przytulenia policzka do czyjejś twarzy. Rozbudzają niegasnącą
potrzebę osiągnięcia ostatecznej formy rozkoszy - orgazmu. Czułość
pozostaje cicho szepczącym doradcą, wyzwalającym naturalny
zwierzęcy instynkt, który drzemie w nas od zawsze. Dotykamy siebie
nawzajem, ocieramy się o innych, pogwałcamy swoje sfery osobiste i
naruszamy granice moralności. Ciągoty ukryte pod płaszczem
niewinnych flirtów, spojrzeń, nazbyt leniwego dotyku, doprowadzają
nas do miejsca, w którym my dwie właśnie się znalazłyśmy.
Boleśnie
spragnione,
wytwarzające ulotną więź. Prowadzącą do jedynego rozwiązania.

Jej niema prośba staje się rozkazem,
gdy wsuwam w nią palce, natychmiast objęte różowym ciepłem i
bacznie badam reakcję bezbronnej, teraz, kobiety. Podoba mi się to,
jak wije się jej
ciało, jak
falują chwilę temu pieszczone piersi. Pragnę jej posmakować,
bezpardonowo, już, teraz. Głową sięgam niżej i scałowuję
mokrość, będąca przyzwoleniem. Działania nie pozostają bez
oddźwięku, chwile później słyszę ciche kwilenie, które
potęguje się do jęków. Przyspieszam, chcąc jej ofiarować
najpiękniejszą przyjemność - oralną pieszczotę. Gemma rozwiera
usta czując moje działania. Wygina plecy w łuk, stopami wspiera
się na pościeli, jest piękna w uchwyconym momencie.
Pożądanie,
zroszone na czole kroplami potu, wypala w niej ziejąca dziurę.
Moje
usta zastygają, czując erupcję wulkanu wilgoci, by
ponownie zacząć ją pieścić. Mocniej, szybciej, intensywniej.
Wznosi się na poduszkach chwytając szklistym spojrzeniem mój
intensywny wzrok, gdy moje palce synchronizują brutalne działania z
językiem. Kochanka przymyka ponownie oczy, marszcząc czoło w
kształt litery V. Jej oddech przyspiesza bardziej i bardziej, gdy
odrzuca do tyłu
głowę i
wychodzi mi naprzeciw biodrami, niecierpliwa i żądna kolejnej dawki
euforii. Na wpół świadoma czynów, zaciska swą rozgrzaną
wilgocią „różę” chcąc przyspieszyć wędrówkę na szczyt
ekstazy. W końcu dochodzi, zasłaniając twarz poduszką i wydając
najgłośniejszy tej nocy jęk.
Chrapliwy,
unoszący się swoją długością w pomieszczeniu. Rozbrzmiewający
dla mnie melodią, gdy już wolniej, dając jej odpocząć, scałowuję
soki z jej kwiatu, by czubkiem języka powieść znaną ścieżką po
rozluźnionym, miękkim ciele, aż do ust. Jest słona od wysiłku a
na wargach niosę jej
cierpkawy
smak. Zamykam jej wyrównujący się oddech w szorstkim i krótkim
pocałunku, którego nie ma sił oddać. Mój niecierpliwy opuszek
odruchowo gładzi alabaster, opinający obojczyki. W końcu ustępuje,
znajdując kryjówkę w moich ustach i potęgując ulatniający się
smak, leżącej obok kobiety. Czekam na wyrównanie szans, na jej
powrót do świadomości, a moje boleśnie podniecone, jej teatrem
ruchów, wnętrze woła o pieszczotę, przejmując kontrolę nad
zmysłami. Dreszcze eksplodują tuż pod skórą, kiedy zaczynam sama
siebie dotykać. Spoglądając na własne ciało i ruchy mam
wrażenie, że moja skóra jest pergaminem z tysiącem iskier,
rozbijającym się o nią. Im bliżej sięgam podbrzusza, tym więcej
fajerwerków uderza w przezrocze z cienkimi, pulsującymi żyłkami.
Zaczynam zatapiać się w tym stanie, z którego wyrywa mnie jej
gest, zatrzymujący moje ruchy. Gotowa do dalszych zabaw przyjmuje
pozycję atakującego. Całuje mnie najpierw powoli i namiętnie, jak
kochanka, zlepiając słodko wargi, by po chwili przycisnąć je do
siebie jak imadło, szorując językiem po moich zębach. Jej dłonie
odnajdują moje piersi wysuwając je spod topu. Jak uczeń
powtarzający za nauczycielem, tak ona tworzy kopię moich
działań.
- Usiądź - rozkazujący ton pada z jej ust, gdy
dłonią szarpie za skrawek okrywającego mnie, czarnego materiału.
Pozwalam jej dowodzić, wykonując rozkaz. Spocone dłonie
przywierają do moich boków, lądują pod koszulką i wędrówką
suną do góry, ściągając przez głowę okrycie. W szarzejącej
poświacie za oknem dostrzegam jej zmrużone oczy i przechylenie
głowy, kiedy spojrzeniem taksuje moje ciało. Odczuwam zakłopotanie,
które tonie w jej dalszej śmiałości, gdy ściąga moje figi, nie
pozwalając mi zareagować. Teraz to ona rządzi i dowodzi. Jej ruchy
stają się pewniejsze, gdy siada na mnie okrakiem i popycha z
powrotem na materac. Jej wciąż wilgotne po przyjemności krocze,
dotyka nagiej skóry mojego uda i lekko się o nią ociera, a pełne,
malinowe usta całują każdy centymetr twarzy, schodząc do szyi.
Wplata palce w moje rude kosmki, nawijając je jak sprężynkę
wokoło, gryząc wgłębienie za wystającą żuchwą. Próbuję się
odsunąć, zaskoczona ostrością pieszczoty i jej ruchów.

- Leż - syczy
cicho, wzmacniając uchwyt na karku i lekko szarpiąc, by kąsaniem
znaczyć ślady. Moja szyja, przedramiona, barki. W końcu poddaję
się temu aktowi agresji, czując jak dociera do sutków. Oblizuję
suche wargi, gdy obejmuje i ugniata moją pierś i zaskakując mnie,
bierze ją niespodziewanie w usta. Przebiega mnie mimowolne
wzdrygnięcie, fizyczna reakcja na przyjemność, gdy obwodzi sutek
gładkim językiem, idealnie współgrającym z pełnym konturem
warg. Te dwie części jej ciała, teraz synchronizują się, tańcząc
w dawaniu mi rozkoszy. Wolną dłonią chwyta drugą pierś, zaciska
ją na niej, wpijając, aż do czerwonych śladów, by z impetem
wyprostować na chwilę palce i powtórzyć cykl. Zapadam się w
łóżku, sprężyny falują, pościel przylepia mi się do pleców,
zostawiając na nich swój odcisk. Ciszę wypełnia jedynie mój
urywany, coraz głośniejszy jęk, będący aprobatą naprzemiennej
pieszczoty obu wzgórz. Szukając statecznego
punktu
odniesienia, by się nie zatracić, opieram przedramię o ścianę.
Gemma widząc to na chwilę zwalnia, jakby zdezorientowana. Kładzie
głowę na moim brzuchu, dając mi wytchnienie i jednocześnie
katując gotowa do otrzymania rozkoszy wilgotność krocza. Nosem
obwodzi mój pępek, włosami łaskocze skórę dookoła, wdmuchuje w
niego ciepłe powietrze śmiejąc się cicho. I nagle, gdy mój umysł
opada z czujności, jej dłoń bez ceregieli ląduje mi między
udami. Agresywnie wsuwa się we mnie, wywołując moje zaskoczenie i
spięcie mięśni, w nieprzygotowanej na to niespodziewane
wtargnięcie, muszli. Okrzykiem sygnalizuję swoje zdumienie, gdy
kciukiem zaczyna pieścić nabrzmiałą i wrażliwą łechtaczkę.
Nie czekając na moje zachęty, pocałunkami schodzi niżej,
dołączając ustami do ręki. Rozchylam bezwiednie nogi, jedną
układając na jej
ramieniu.
Dotyk, po początkowym ataku, staje się delikatny, badawczy i
niepewny. Jak nieoswojony zwierz, przyczajony w gotowości do
ucieczki. Dopiero po chwili intensywnieje ponownie,z każdą
sekundą, współtworząc rytm naprzemienny i wywołując we mnie
fale wilgoci o sile tsunami. Wzdycham niecierpliwie, wręcz karcąco,
gdy wysuwa z mojego rozgrzanego wnętrza palce i opuszkami wodzi
dookoła. Jej usta wciąż nieprzerwanie ssą mały guziczek,
przynoszący tak wielu kobietom uczucie ekstazy. Powolny marsz
dreszczy, bierze w posiadanie moje ciało. Oddycham płycej,
szybciej, nierówno. Wspinając się na szczyt rozkoszy próbuję
wbić palce w fiolet ściany. Ciepła dłoń znów wsuwa się w mój
kwiat, trzema palcami, pogwałcając jego prowizoryczną niewinność.
Przyjmuję pieszczotę z cichym jękiem aprobaty i wdzięczności.
Wilgotne od moich soków usta ustają na chwilę, wydmuchując zimne
powietrze wprost na rozpaloną do nieprzytomności skórę. Teraz nie
ustaje, wbija się we mnie swoją ręką jak szalona, raz za razem,
drążąc we mnie brutalnością. Posmak bólu jest słodkawy,
wypycham ku górze miednicę, dając jej lepszy dostęp, umożliwiając
głębszą wędrówkę po moich zakamarkach. Wchłaniam jej dłoń i
oplatam się wokół niej, niczym bluszcz, czując mrowienie
podbrzusza i słysząc własny głośny jęk, w przesyconym zapachem
seksu, pomieszczeniu. W końcu biel zalewa nie-widok pod zamkniętymi
powiekami. Moja głowa staje się ciężka, otwieram oczy, świat
wiruje, a na twarz wypełza mi błogi uśmiech. Boskie uczucie
spełnienia wstrząsa mną całą, od czubka głowy, aż po stopy,
wywołując drętwienie łydek.
- Przestań - ledwo
artykułuję i ponownie łapczywie zaciągam powietrze. Na
potwierdzenie słów
chwytam
ją lekko za włosy, pociągając ku górze. Pojmuje moją prośbę,
kładąc się koło mnie i dając mi czas na delektowanie się
nirwaną. Każdym centymetrem ciała paruje ze mnie namiętność.
Nadmiernie wrażliwa, kurczę się w sobie i dostaję gęsiej skórki,
gdy ręką gładzi moje ramię. W końcu zapach minionych doznań
osiada na meblach. Wstaję z łóżka, na biurku odnajduję papierosy
i popielniczkę.
- Chcesz ? - pytam wracając do łóżka i
siadając naprzeciw niej naga. Odpowiada mi skinienie jej głowy. Dwa
żarzące się punkciki wypełniają pokój tytoniowym dymem.
Zaciągam się głęboko. Papieros smakuje idealnie. Za oknem
fioletowe smugi pojawiają się na niebie. Nie zaśniemy przytulone.
To przecież nie w stylu żadnej z nas.

- Smakujesz mi – gdy już leżymy
słyszę jej senny głos, zanim oddaje się Morfeuszowi w
objęcia.
***
Poranny śnieg spowił połacią
krajobraz. Mlecznobiały jak jej skóra, gdy weszła otulona samym
ręcznikiem do pokoju. Bosymi stopami naznaczyła
mokre ślady na czekoladowej podłodze. Odwróciłam wzrok, potem
ciało, potem ruchy i podeszłam blisko. Zastygłyśmy. Jej
oczy bywają brązowe
wieczorami, a w dziennym świetle mają zielonkawy poblask. Patrzyła
nimi, szeroko rozwartymi na moją twarz. Gęsia skórka,
genetyczna pamiątka po przodkach uniosła mieszki włosowe na jej
rękach. Z mokrych włosów skapywały krople wody. Jedna z
nich wędrówką sięgnęła
obojczyka. Zgniotłam ją opuszkiem i oblizałam palec. Z pełnych
warg Gemmy wydobył się cichy jęk zdumienia, nim rozwarła je w
figlarnym uśmiechu. W mojej jaźni był to moment w którym zamiast
kropli zgniatam jej usta pocałunkiem, pochłaniam ją całą,
oplatając kibić ręką, przytrzymuję za włosy wolną dłonią i
zsuwam z jej ciała ręcznik, który opadając wydaje głuchy łoskot.
- Co ubierasz ?
Pytanie pada na przełamanie
gęstniejącego, po ostatniej nocy ,w powietrzu ładunku.
-
Nie wiem jeszcze. - wzruszyła ramionami, wyprostowała kąciki ust,
zamknęła ulotność chwili w westchnieniu. Chwyciła moją dłoń.
Niespodziewanie, dla siebie samej. Zaczęła ją dokładnie oglądać,
splatać nasze palce, porównywać swoje złote, krótkie paznokcie z
moimi, ozdobionymi granatem. - Dobrze mieć taką przyjaciółkę –
Mówi bardziej do siebie jak do mnie.
- Ubieraj się,
będziemy znowu spóźnione.