BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI ZNAJDUJĄCYCH SIĘ NA BLOGU, PRÓCZ CYTATÓW, FRAGMENTÓW PIOSENEK LUB ZDJĘĆ.

piątek, 21 maja 2010

Wyliczanka II

Widziałam ją znowu. W pochmurny dzień, taki kiedy nic się nie chce, wsiadła do autobusowej puszki, jakby czymś goniona. Zajęła miejsce po skosie ode mnie, przyzwyczajeniem dłoni przeczesała złote pasma, rozpięła kurtkę w kratkowane barwy jesieni. Jej szyja, smukła w kolorach niedojrzałej brzoskwini odbijała mały srebrny łańcuszek. Tak bardzo chciałam dostrzec cóż za zawieszka go zdobi, że w usilnych próbach zagalopowałam się do granic gapiostwa. Trach. Moje dłonie wilgotnieją. Po dłuższej chwili dopiero, czuję na sobie czyjś wzrok, unoszę spojrzenie krzyżuję je z przezroczystością jej wodnych oczu. Ogromne, szklane kule odbijają teraz przyciemnione kolory za oknem obserwując mnie.
 
Nie mrugnęła, nie odwróciła oczu uciekając w zafałszowanym zawstydzeniu. Patrzyła, a jej kąciki ust, wpierw lekko wydęte, rozciągnęły się powoli i z namysłem w delikatnym uśmiechu. Chwila, moment, błysk flesza nie mogącego złapać, uwiecznić i pojąć niepowtarzalności doznań. Złotowłosa przymyka oczy, dopiero teraz zauważam zmęczone, ciężkie podkowy pod nimi. Majestatyczność spleciona z codziennymi upadkami.
 
Autobus hamuje, kolejna fala szarości napływa do środka, zasłania mój obiekt obserwacji. Wyginam w łabędzich ruchach szyję, dyskretnie nachylam ciało. Bezskutecznie. W głowie tworzę więc obraz moich fascynacji. Jedynie jej zapach wciąż delikatnie kąsa moje nozdrza. Pachniała potęgującym echem.

Brak komentarzy: