Było coś takiego niesamowitego w katowickim dworcu kolejowym. Coś co sprawiało, że go lubiłam, mimo panującego na nim syfu i brudu. Jego przebudowa, oznacza dla mnie koniec pewnego etapu. Wielokrotnych odjazdów z niego i powrotów. Taka mała swojskość w miejscu publicznym, pełnym meneli, gnających ludzi i małych stoisk z używanymi książkami.
Miałam wczoraj ogromną ochotę postać pod tablicą odjazdów i przyjazdów (która istnieje już tylko na zastępczym), wybrać kierunek, pobiec do kasy, kupić bilet i wsiąść do pociągu. Już w myślach zajmowałam miejsce w przedziale, pokonywałam kilkugodzinną podróż, gdy stukot usypia, rozmywając obrazy za szybą. Już w myślach wychodziłam na peronie w jednym z miast, które ktoś obiecał mi pokazać.
Ochota przeszła. Dziś będą litrowe czekoladowe i duża porcja bitej śmietany. Małe przyjemności muszą wystarczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz