Ptak lotem niedokończonym zawirował w kroplach pary. Osiadł na moich ustach. Wbił szpony w miękkie mięso. Do krwi, utaczając strużkę burgundu. Wymieszana w kieliszku z winem, smakowała cierpko. Weszłam pomiędzy ciszę i cztery ściany. Ruchome, przytulając się do siebie, miażdżą moje niepewności.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz