Zbieram odłamki potrzaskanych nadziei.
Czasem to nie wystarczy. Nie to i nie tamto. Nieistniejące mniejsze zło, trzeba wybrać.
Ostatnie porywy zmienności. Kameleon, przyczajony z goryczką porażki. Zwisa z gałęzi nad moją głową.
Żółć uwiędła, nawet w wazonie. Znaki bez nieba i ziemi. Tak bywa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz