Ostatnim razem, gdy mnie dotknąłeś nie wydarzyło się nic. Nie rozwarły się niebiosa i nie nastąpiło Wniebowstąpienie. A złotego proszku nie wchłonęła moja skóra.
Było dobrze. Tylko tyle. Aż tyle. Dobrze tak, jak można się pieprzyć w dyskotekowej toalecie po alkoholu.
Było dobrze. Tylko tyle. Aż tyle. Dobrze tak, jak można się pieprzyć w dyskotekowej toalecie po alkoholu.
Ostatnim razem, gdy mnie dotknąłeś nie wydarzyło się nic. Nie poczułeś iskier rozplatających neurony, w Twoich opuszkach. I wydałam ci się mniej piękna niż dotychczas.
Było normalnie. Do bólu. Bez bólu. Wchodząc we mnie myślałeś o tamtej z bramy i o tym, że teraz między mną, a nią nie ma różnicy.
Doszliśmy oboje. Bez synchronizacji i wiekopomnych, bełkotliwych wyznań. Ciała uniosła fala orgazmu.
A mimo to podrzynając sobie gardła było w Nas niezapokojenie.
Jakie to smutne umierać niespełnionym. Bez szans na próbę naprawienia błędu.
Było normalnie. Do bólu. Bez bólu. Wchodząc we mnie myślałeś o tamtej z bramy i o tym, że teraz między mną, a nią nie ma różnicy.
Doszliśmy oboje. Bez synchronizacji i wiekopomnych, bełkotliwych wyznań. Ciała uniosła fala orgazmu.
A mimo to podrzynając sobie gardła było w Nas niezapokojenie.
Jakie to smutne umierać niespełnionym. Bez szans na próbę naprawienia błędu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz