Gwiazdy mnie pieszczą zawrotem głowy, gdy wsuwasz język między moje rozchylone usta. Przygryzam miękkość mięsa. I chcę wchłonąć uczucie zespolenia. Ten jeden moment, gdy próżnia wciąga mnie w swój bez-wymiar. Dreszcz wędrujący od podbrzusza rozbija się o strukturę kości miednicy. Wędrówka płynnego ruchu, rozleniwieniem zlepiającego nasze biodra.
I czuję na plecach każdy z palców, twojej rozczapierzonej dłoni, z osobna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz