Ostatnio dobrze sypiam. Krótko, intensywnie, głęboko. Pewnie spokojnie oddycham jak dziecko, pewnie nie wiercę się w łóżku, pewnie nie mówię przez sen. Przebudzenia są przyjemne, uchylone powieki wypoczęte. Bez przerażających tworów wyobraźni, samozniszczenia, bezkompromisowych wspomnień przemycanych do świata ciemności.
W takie dnie pieszczoty poranka bywają delikatne, nienachalne, ekstatycznie niezapomniane.
Kawa stygnie, cisza mnie karmi, szarość za oknem. Świadomość przyjemna w lekkości bytu i nieugięte cyfrowe blaty oczekiwania.
Jest cudnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz