Przemyślałam, pomyślałam, wydedukowałam. Zainspirowana pewnymi pogaduchami i wnioskami przedstawionymi przez rozmówcę przyznaję rację : W moim ideale najpiękniejsze będzie to, że będzie posiadał wadę, której u innych nie będę potrafiła znieść, a u niego stanie się akceptowalnym czynnikiem. I nie uczyni to tej osoby w moich oczach mniej pożądaną. Bo gdyby nie miała chociażby jednej wady, stałaby się nudnym tworem pogranicza fantazji i rzeczywistości.
Więc niech pluje na chodnik, albo ma lekko zanoszący śmiech. Może nadużywać słów "no nie", lub uwielbiać sikanie na stojąco. Krzywe jedynki, nadmierne dbanie o fryzurę, noszenie krzyżyka na łańcuszku, lubienie śmietankowych lodów, klepanie mnie po tyłku przy znajomych, problemy z interpunkcją- zniosę. Może nie pisać na dobranoc, nie kupować kwiatów, zapominać o ważnych datach. Byle nie nosił białych skarpetek do pół łydki, nie używał mojej szczoteczki do zębów i nie nazywał mnie "cizią".
I kochał mnie zachłannie, łapczywie i boleśnie, aż bezdech i pękające żebra zdeformują moje serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz