Bo kiedy Cię nie ma tonę w lepkości cukrowej waty.
Niebo gwieździste kradnie łopoczącego anatomią ptaka.
Łapczywie kąsane pory skóry chłoną porywy wolności.
Pęcznieją, szepczą, krzyczą, milczą.
Pękając plamią moralność marnotrawnego bytu.
Giną w żarze gwałconych kontur świadomości.
Anomalia urywanego oddechu kotłuje i zawraca.
Wyrywa ze sparaliżowanych myśli przyzwolenie pieszczoty.
I kiedy Cię nie ma
Słonawy posmak napiętych ścięgien
usypia moje wygasłe spełnieniem pożądania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz