Spotęgowana niewiedzą ostateczną brnę w puch miękki otulający moje niedowierzanie.
Kiedyś puch zniknie a ja spadnę na ziemię i pokiereszuję ciało.
Znowu będę obolała.
Kiedyś...
Kiedyś puch zniknie a ja spadnę na ziemię i pokiereszuję ciało.
Znowu będę obolała.
Kiedyś...
Chciałabym nie zdążyć. Niech ktoś zatrzyma zegar i wyrwie mnie z tego rytmu.
Niech on...
Czeka-nie ? Ile jeszcze ? Czy pora schować zabawki do pudełka ? Zamknąć książkę ? Wyłączyć radio ?
Spakować rzeczy ? Zasłonić okna ? Przestać wierzyć ? Niedowierzać ? Mieć nadzieję? Chcieć jasności ?
I czy wymagam tak mało, a tak wiele ?
Kiedy już opadną ostatecznie przebrzmiałe słowa, stan rzeczy zaleje mnie karmelem czy cementem ?
Niech on...
Czeka-nie ? Ile jeszcze ? Czy pora schować zabawki do pudełka ? Zamknąć książkę ? Wyłączyć radio ?
Spakować rzeczy ? Zasłonić okna ? Przestać wierzyć ? Niedowierzać ? Mieć nadzieję? Chcieć jasności ?
I czy wymagam tak mało, a tak wiele ?
Kiedy już opadną ostatecznie przebrzmiałe słowa, stan rzeczy zaleje mnie karmelem czy cementem ?
Moja niewiedza chroni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz