Czechy. Kraj "Złotego Bażanta" i termalnych źródeł. Pełen zagranicznych turystów i polskich turystek. Mają osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia parę lat. Z Podhala, Śląska, Mazur lub północy Polski. Studiują, niektóre pracują. Różni je wiele, a łączy test ciążowy, dokumenty od ginekologa i kilkaset złotych w torebce. Wsiadają do pociągu w którymś tygodniu lub miesiącu ciąży. Wracają, lżejsze o kilka lub kilkadziesiąt gram. W samym kraju przebywają niewiele, tyle ile potrzebne jest by poddać się zabiegowi aborcji, bo przecież w Polsce to nielegalne. A Czechy ? Istne błogosławieństwo ze zniżką za okazaniem legitymacji studenckiej. Już od trzystu złotych można pozbyć się kłopotu. Moralność zostaje na granicy, która przecież już nie obowiązuje. Wszystko da się szybko i sprawnie za taniochę załatwić. Taka jest okrutna prawda, a tamtejsi lekarze zacierają ręce, że też nikt wcześniej nie wpadł na to by dawać zniżki, przecież wtedy i klientela zadowolona poleci dalej. Jak kilogram pomidorów na targu we wtorki i soboty. Tyle, że tutaj mowa o usłudze, której nawet w weekend uświadczysz. Usłudze niestety ostatnio coraz popularniejszej wśród młodych, niedoszłych mam. Nie, nie krytykuję, daleko mi od tego, ubolewam jedynie nad sposobem postrzegania, przez młode dziewczyny, owej instytucji u naszych sąsiadów. Fora puchną od rozmów tych, które są po i polecają, jak i tych, które są przez polecające zachęcane, bo wciąż nie mają pewności co do swoich decyzji. Problem był , jest i będzie, a studentki wciąż będą wsiadać do pociągu ze spoconymi dłońmi i wracać każda z innym odczuciem. Wszystkie zmęczone, bo sam zabieg do przyjemnych nie należy. Ale najważniejsze, że już po i że świat nadal stoi dla nich otworem. Bo to jedynie trzysta złotych. To jak kupno za te pieniądze nowego lub dalszego normalnego życia. Ale czy aby na pewno ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz