Oczekiwanie zakląłeś w zimową kurtkę
Pod puchem ogrzało drgające zimnem organy
Wymieszałeś niecierpliwość z cukrem i mlekiem
Raz, dwa, trzy
Noc, dzień, noc, dzień, noc, noc, poranek
Sarnie oczy zdumienia
Nagość stóp
Szepty ciała
Twój pantomimiczny bezruch
Czekam tu
I teraz gdy masz mnie na wyciągnięcie dłoni milczysz bezkresem.
Utonie w słonym horyzoncie poświata słońca.
Pozwolisz mi znów odejść
Już koniczynowa wiosna
Agonia ciała, słów, wspomnień.