I nie kupuj mi kwiatów ani czekoladek. Po prostu nie. Nie bądźmy zbyt prości. W ogóle nie bądźmy.
Gdy odchodzisz spod mych drzwi, odwróć się i spójrz na kołysane melodią, moje biodra, kiedy ginę w mroku klatki schodowej.
I nie dzwoń rano i wieczorem ze słowami na ustach, że tęsknisz. Ciepłe, zmienią powietrze w gęstą mgłę i zaczną dusić.
Gdy Ci otwieram, uśmiechnij się i pogłaszcz mój policzek, po szorstkim i krótkim muśnięciu warg.
I nie pytaj, jak minął mi dzień. Skupiając się na obrazkach w telewizorze. Udając zainteresowanie.
Zapominając o kuchennym stole, dwóch kubkach parującej herbaty i spojrzeniu w oczy gdy mówisz, że cieszysz się moim widokiem.
I pozwól mi się kochać bezboleśnie. Nawet, gdy odchodzisz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz