Chciałam kiedyś rower. Górski, w soczystej zieleni, z przerzutkami. Był bardzo drogi. Wielokrotnie zatrzymywałam się przy sklepie rowerowym, z czasem znalazłam odwagę i wchodziłam do niego każdorazowo gdy tamtędy przechodziłam. Wieczorami poruszałam ten temat przy kuchennym stole, podkulając pod siebie nogi na krześle. Tata spoglądał na mnie wtedy smutno, przepraszająco. Nie było pieniędzy. Rozumiałam, choć wewnętrznie chciałam się buntować.
Z czasem zapomniałam o rowerze, o przerzutkach, ulubionym kolorze. Zadowoliły mniej przyziemne rzeczy, podparte świadomością, że nie zawsze można dostać to, czego się chce.
Rok później upały zalały falą ciepła, zastaną w marazmie mentalności małych polaczków, wieś. Wracałam ze szkoły z myślą, że mogłyby już zacząć się wakacje. W zacienionym przedpokoju zastałam zielone cudo. Nie, nie to samo, o którym marzyłam. Ale miało i przerzutki i zielony kolor i był to rower górski.
I mimo, że moja mała nadzieja gdzieś tam dawno zgasła, to ten lśniący lakier wywołał wtedy we mnie euforię i niedowierzanie, towarzyszące człowiekowi gdy spełnia się jego marzenie.
PS: Do dzisiaj rower stoi w piwnicy.
Z czasem zapomniałam o rowerze, o przerzutkach, ulubionym kolorze. Zadowoliły mniej przyziemne rzeczy, podparte świadomością, że nie zawsze można dostać to, czego się chce.
Rok później upały zalały falą ciepła, zastaną w marazmie mentalności małych polaczków, wieś. Wracałam ze szkoły z myślą, że mogłyby już zacząć się wakacje. W zacienionym przedpokoju zastałam zielone cudo. Nie, nie to samo, o którym marzyłam. Ale miało i przerzutki i zielony kolor i był to rower górski.
I mimo, że moja mała nadzieja gdzieś tam dawno zgasła, to ten lśniący lakier wywołał wtedy we mnie euforię i niedowierzanie, towarzyszące człowiekowi gdy spełnia się jego marzenie.
PS: Do dzisiaj rower stoi w piwnicy.
Nuta na przedwczoraj, wczoraj, dziś, jutro i kolejne dni.
"W każdym z was jest wariat"
I pamiętajcie aby marzyć. Mocno i do końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz