Najpierw zapominasz gesty. Drobne, nic nie znaczące, wychwytywane gdy siedzicie obok siebie na ławce w zimowy wieczór i kątem oka patrzysz na tą osobę. Potem zapominasz sposób mówienia, mimikę, specyficzne wyrażenia, to jak się porusza. Zapach, ten którym upajasz się, wtulając twarz w miękkość, ulatnia się niepostrzeżenie i w pewnym momencie nie potrafisz też przywołać obrazu twarzy i sylwetki. Znika głos, staje się bezbarwny, we wspomnieniu brakuje tej specyficznej nuty. I oczy w których toniesz nie mają dopracowanych kształtów ani głębi i skóra wyziębiona, bez dreszczu na myśl o przebrzmiałym dotyku. Nie ma już niczego, prócz marnych, rozerwanych codziennością, strzępów. Koniec bez kropki.
Drażniona zapachem truskawkowych pianek boję się zapominania. Zawsze się bałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz