Słowa które miały nie przyjść i przyjść nie chciały.
Grzeszne spojrzenia, wyniesione w ciszy ku prawicy Nieistniejącego by je pobłogosłwił.
Największy który nie istniejesz, masz przed sobą wszystkie złamane marzenia, odsłuchane tysiące razy płyty, wypalone setki papierosów.
Czujemy pustkę, schorowani w kwiecie wieku. Tam gdzie mógłby tkwić choć cierń zezwalający nam na uzasadnione cierpienie nie ma nic. Nielotni, prawie przezroczyści, wyszarpujemy z siebie resztki drgań emocji, czkawkę zwaną zniesmaczeniem i pełnię goryczy spuszczamy w toalecie z wymiocinami. Żyć chcemy.. Tak bardzo. Tańczyć, podnosić się po upadku, kochać do szaleństwa i śmiać się gdy wiruje wokół alkoholowy świat.