BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI ZNAJDUJĄCYCH SIĘ NA BLOGU, PRÓCZ CYTATÓW, FRAGMENTÓW PIOSENEK LUB ZDJĘĆ.

niedziela, 14 marca 2010

Pajęczarka

Dwa dni temu spotkała mnie straszna ulewa. Wiatr osłabił fundamenty mojego prowizorycznego schronienia, nazywanego przez innych wielkodusznie domem. Więc niech będzie. Dom mój został niemalże doszczętnie zniszczony a resztki, które przetrwały niczym kamień węgielny, wciąż toną w malejących, z dnia na dzień pod wpływem promieni słonecznych, kroplach. Od dwóch dni nie potrafię zasnąć ,wdrążona w świat wspomnień z czasu ulewy. Przymykam zmęczone oczy i wciąż czujnie nasłuchuję odgłosów nocy. Chłód schodzi coraz niżej po gałęziach, gdy w mojej głowie powraca ten wyimaginowany obraz, oparty na zmyśle słuchu. Żuki, mrówki i wszystkie inne mi nieprzychylne stworzenia poczęły ewakuację do ściółki bądź pod korę drzew
i tam w letargu usiłowały przetrwać. Nasłuchiwałam deszczu samotnie spoglądając jak natura wraca do równowagi. W tych miarowych uderzeniach o liście wybijał się dźwięk cichy i szemrany, który dosłyszeć mogłam w momentach względnego spokoju ze strony wiatru. Spowolnione rycie korników pod osłoną drewna, drążenie korytarzy w słojach pni. Niecierpliwe postukiwania chrabąszczy i ocierania ich chitynowych pancerzy o korę. Próby brzęczenia w ulu zawieszonym nieopodal mojej pajęczyny. I wtedy zrozumiałam ich szczęście i smutek. Smutek z niemożności wyłączenia się z tej zbiorowości i szczęście jakie posiadają
i którego nie potrafią dostrzec. Posiadając wokoło pobratymców i mogąc obcować z nimi zapomnieli jak to dobrze mieć kogoś. Wszak tkanie pajęczych sieci to żmudne zadanie nawet jak dla mnie, wyrobionej po dekadach przyzwyczajeń i doświadczeń. Nuda mi wtedy doskwiera i dłuży się robota. Nucę sobie coś czasem, łatając kolejne uchybienia w misternej plątaninie. Czasem wpadnie mucha, miota się bzycząc żałośnie. Zafascynowana oglądam ten taniec wydzierający z niej ostatnie siły życia, słucham tego dźwięku przekonana, że przemawia do mnie. W przyczajeniu, na ugiętych odnóżach czekam i chłonę ten piękny spektakl. Tylko dla mnie.

Po ostatnim deszczu „lataki”, jak określam je pieszczotliwie, nie błądzą w moich rejonach. Zbyt tu jeszcze wilgotno, zlepiły by sobie skrzydła, ocierając się o chlorofil. Wypełniłam już ubytki a dzisiaj z naciskiem przemieszczam  się po nowej, wzmocnionej konstrukcji, w celu strząśnięcia ostatnich kryształków wody. Kiedy ponownie poczną zniżać loty będę gotowa. I znowu w ekstatycznym tańcu utonie moja ofiara i ja, jej wierny na kilka chwil wielbiciel.

Brak komentarzy: