Dwa dni temu spotkała mnie straszna ulewa. Wiatr osłabił fundamenty mojego prowizorycznego schronienia, nazywanego przez innych wielkodusznie domem. Więc niech będzie. Dom mój został niemalże doszczętnie zniszczony a resztki, które przetrwały niczym kamień węgielny, wciąż toną w malejących, z dnia na dzień pod wpływem promieni słonecznych, kroplach. Od dwóch dni nie potrafię zasnąć ,wdrążona w świat wspomnień z czasu ulewy. Przymykam zmęczone oczy i wciąż czujnie nasłuchuję odgłosów nocy. Chłód schodzi coraz niżej po gałęziach, gdy w mojej głowie powraca ten wyimaginowany obraz, oparty na zmyśle słuchu. Żuki, mrówki i wszystkie inne mi nieprzychylne stworzenia poczęły ewakuację do ściółki bądź pod korę drzew
i tam w letargu usiłowały przetrwać. Nasłuchiwałam deszczu samotnie spoglądając jak natura wraca do równowagi. W tych miarowych uderzeniach o liście wybijał się dźwięk cichy i szemrany, który dosłyszeć mogłam w momentach względnego spokoju ze strony wiatru. Spowolnione rycie korników pod osłoną drewna, drążenie korytarzy w słojach pni. Niecierpliwe postukiwania chrabąszczy i ocierania ich chitynowych pancerzy o korę. Próby brzęczenia w ulu zawieszonym nieopodal mojej pajęczyny. I wtedy zrozumiałam ich szczęście i smutek. Smutek z niemożności wyłączenia się z tej zbiorowości i szczęście jakie posiadają
i którego nie potrafią dostrzec. Posiadając wokoło pobratymców i mogąc obcować z nimi zapomnieli jak to dobrze mieć kogoś. Wszak tkanie pajęczych sieci to żmudne zadanie nawet jak dla mnie, wyrobionej po dekadach przyzwyczajeń i doświadczeń. Nuda mi wtedy doskwiera i dłuży się robota. Nucę sobie coś czasem, łatając kolejne uchybienia w misternej plątaninie. Czasem wpadnie mucha, miota się bzycząc żałośnie. Zafascynowana oglądam ten taniec wydzierający z niej ostatnie siły życia, słucham tego dźwięku przekonana, że przemawia do mnie. W przyczajeniu, na ugiętych odnóżach czekam i chłonę ten piękny spektakl. Tylko dla mnie.
Po ostatnim deszczu „lataki”, jak określam je pieszczotliwie, nie błądzą w moich rejonach. Zbyt tu jeszcze wilgotno, zlepiły by sobie skrzydła, ocierając się o chlorofil. Wypełniłam już ubytki a dzisiaj z naciskiem przemieszczam się po nowej, wzmocnionej konstrukcji, w celu strząśnięcia ostatnich kryształków wody. Kiedy ponownie poczną zniżać loty będę gotowa. I znowu w ekstatycznym tańcu utonie moja ofiara i ja, jej wierny na kilka chwil wielbiciel.
i tam w letargu usiłowały przetrwać. Nasłuchiwałam deszczu samotnie spoglądając jak natura wraca do równowagi. W tych miarowych uderzeniach o liście wybijał się dźwięk cichy i szemrany, który dosłyszeć mogłam w momentach względnego spokoju ze strony wiatru. Spowolnione rycie korników pod osłoną drewna, drążenie korytarzy w słojach pni. Niecierpliwe postukiwania chrabąszczy i ocierania ich chitynowych pancerzy o korę. Próby brzęczenia w ulu zawieszonym nieopodal mojej pajęczyny. I wtedy zrozumiałam ich szczęście i smutek. Smutek z niemożności wyłączenia się z tej zbiorowości i szczęście jakie posiadają
i którego nie potrafią dostrzec. Posiadając wokoło pobratymców i mogąc obcować z nimi zapomnieli jak to dobrze mieć kogoś. Wszak tkanie pajęczych sieci to żmudne zadanie nawet jak dla mnie, wyrobionej po dekadach przyzwyczajeń i doświadczeń. Nuda mi wtedy doskwiera i dłuży się robota. Nucę sobie coś czasem, łatając kolejne uchybienia w misternej plątaninie. Czasem wpadnie mucha, miota się bzycząc żałośnie. Zafascynowana oglądam ten taniec wydzierający z niej ostatnie siły życia, słucham tego dźwięku przekonana, że przemawia do mnie. W przyczajeniu, na ugiętych odnóżach czekam i chłonę ten piękny spektakl. Tylko dla mnie.
Po ostatnim deszczu „lataki”, jak określam je pieszczotliwie, nie błądzą w moich rejonach. Zbyt tu jeszcze wilgotno, zlepiły by sobie skrzydła, ocierając się o chlorofil. Wypełniłam już ubytki a dzisiaj z naciskiem przemieszczam się po nowej, wzmocnionej konstrukcji, w celu strząśnięcia ostatnich kryształków wody. Kiedy ponownie poczną zniżać loty będę gotowa. I znowu w ekstatycznym tańcu utonie moja ofiara i ja, jej wierny na kilka chwil wielbiciel.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz