Mam ochotę na lody, na ciepłe dłonie otulające szorstkością chłód moich opuszków.
Na uśmiech z dziurką w policzku, plac zabaw, zastanie przy parkowej ławce.
Na zieleń tęczówek w latarnianym blasku wieczora.
Pożegnania te zwyczajne. Tęsknotę.
Na dotyk przyzwalający, zniewolenie intymności.
Na spełnienie moich gniewnie rozczapierzonych myśli, w których rozbierasz mnie ze wstydu.
Za oknem pada gęsty śnieg.
I nie powiem ci jak bardzo chcę dziś być Twoja.
Przecież jedzenie lodów zimą jest niedorzeczne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz