Tak ciężko się zasypia gdy głowa nabita słowami. Kołdra za ciepła, materac zbyt twardy, latarnia za oknem bezczelnie zagląda do środka, rozpraszając myśli. Poczwary wymykają się. Pełzną po ścianach, wchodzą
w szczeliny i uśmiechają złowieszczo w oczekiwaniu na mój ruch. Nie robię nic. Zaciskam kolejny raz powieki i liczę do stu wyobrażając sobie barany. Czarne, pokrzywione, z bezosobowym spojrzeniem.
w szczeliny i uśmiechają złowieszczo w oczekiwaniu na mój ruch. Nie robię nic. Zaciskam kolejny raz powieki i liczę do stu wyobrażając sobie barany. Czarne, pokrzywione, z bezosobowym spojrzeniem.
Podejmowanie decyzji bywa trudne.
Kiedyś
Otulona stęchlizną herbaty
i gorzkim bezsłowiem
Powiem ci prawdę.
Spowiedź oczyści pulsująca poczwarkę
Rozszerzą się źrenice strachu
Zakołatają zastawki udawanego niespodziewania
I kiedy napęcznieją słowa
I kiedy uniesiesz nieboskłon brwi
I kiedy huragan zmiecie oczekiwanie
Pomiędzy moim a Twoim oddechem, nie będzie Nas.
Kiedyś
przemilczę sąd ostateczny
Otulona stęchlizną herbaty
i gorzkim bezsłowiem
Powiem ci prawdę.
Spowiedź oczyści pulsująca poczwarkę
Rozszerzą się źrenice strachu
Zakołatają zastawki udawanego niespodziewania
I kiedy napęcznieją słowa
I kiedy uniesiesz nieboskłon brwi
I kiedy huragan zmiecie oczekiwanie
Pomiędzy moim a Twoim oddechem, nie będzie Nas.
Kiedyś
przemilczę sąd ostateczny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz