Wczorajsze ucztowanie pokrzepiło moje siły i rozlało się ciepłem po kosmkach na tułowiu. Resztki zapasów ze spiżarni wystarczyły zupełnie. Lada dzień uzupełnię je. Słońce coraz odważniej przyświeca małym robotnikom a i w moich rejonach zaczyna panować przyjemne ciepło, wyganiające poranny chłód i wilgoć.Spałam dobrze. Dreszcze przestały mną targać, przykurczając odnóża. Rankiem zbudzona przez biologię organizmu, wywołaną poczuciem obowiązku, rozpoczęłam rytualny obchód. Jakież było moje zdumienie gdy dostrzegłam, że pod paprocią, o którą wspiera się część mojej pajęczyny, spoczywa konik polny żując przy tym mozolnie trawę i mlaszcząc nieprzyzwoicie. Nitki dotknięte jasnością poranka migotały zielenią i błękitami tworząc na nim wzór ciekawy w obserwacji. Zatrzymana potrzebą przyjrzenia się zamarłam nieruchomo. Moment względnej ciszy, która nigdy nie panuje, pozwala mi wtedy wychwycić jak przystosowuję się do sytuacji. Do ataku, który atakiem miał nie być. Prostota reakcji jest czymś niepojętym i jakże irytującym.
Konik poruszył się nieznacznie i zamarł. Zapach zagrożenia zafalował ciężko wśród rześkiego powietrza i poniósł się ku niemu ostrzegając przed rychłym zgubieniem. I nim zdążyłam się przyczaić, nim zdążyłam sygnałem potraktować jegomość, aby został na chwilę i dotrzymał mi towarzystwa, umknął skokiem pełnym gracji dalej. Odwrócił łebek i przechylając go w badawczym geście, spojrzał na moje pajęcze dzieło. Zapewne odraza królowała w jakże pustym umyśle tego prosto skrzydlatego, nim chwilę później poszybował ponownie. Piękny, mimo wszystko to był lot, pełen wolności.
Mogę jak i on, jednak bez wolności. Tylko niech już jesień złota pozwoli mi zatańczyć z moim babim latem. Otumaniona poczuciem niesprawiedliwości dokończyłam szybko obchód. Ckliwość do moich misterności zgasła. Lekkoduch nie przyniósł ulgi w tęsknocie za towarzystwem. Ocenił sytuację opierając się na pozorach.
Skorupa kiedyś z nich wszystkich zostanie. Chityna, resztki odwłoków i mikro-mięśni. Skorupa za życia i skorupa po śmierci. Kolej rzeczy uderzająca pretensjonalnością tego cyklu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz