Pamiętasz nasze dzieciństwo. Nosiłeś spodenki na szelkach a ja krótkie włosy. Biegaliśmy w sandałach, skakaliśmy po drzewach i denerwowaliśmy sąsiadki. Huraganem przechodziliśmy przez kuchnię w porze obiadowej, z brudnymi od piachu stopami, szybko pochłanialiśmy talerz kartoflanki, zagryzając ją chlebem. Chwytając "łuki" z krzykiem opuszczaliśmy rodzinny dom. Zimą, przemoczeni stawialiśmy igloo, obserwowaliśmy ptaki przy karmiku, a rankiem grzaliśmy podkoszulki nad piecem w kuchni. Machaliśmy do pociągów przejeżdżających niedaleko naszego domu i do samolotów nieosiągalnych. Budowaliśmy szałasy, z dachów oglądali zachody słońca nad lasem, patrzeli w gwiazdy, pisali listy do św. Mikołaja. Mieliśmy idee, marzenia, plany. Co się z tym wszystkim stało ?
Opowiadasz mi czasem o czarnej otchłani, która cię wciąga gdy budzisz się rano, z głową napchaną lękami na przyszłość. Patrzyłeś na moje przedświąteczne łzy, gdy płacz pozostał dla mnie jedynym sposobem na rzeczywistość. Co się z nami stało ?
Dziecinne skorupy opadły, zamieniły sie w pył, rozniósł je wiatr. Dziecięce marzenia, zakopał psiak z kulawą nogą w ogródku. Idee porwała współczesna mentalność świata. Wszystko pożarł potwór nazywany dorosłością. I nawet chleb jedzony do kartoflanki nie smakuje tak jak kiedyś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz