BARDZO PROSZĘ O NIE KOPIOWANIE TREŚCI ZNAJDUJĄCYCH SIĘ NA BLOGU, PRÓCZ CYTATÓW, FRAGMENTÓW PIOSENEK LUB ZDJĘĆ.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Dzisiaj po raz pierwszy, od kilku tygodni, miałam naprawdę wolne popołudnie. Wiosenna zieleń nasycona słońcem przytłumiła swą intensywność. Ławki w parku zajęli spacerowicze. Nabyłam lody. Pięcio-gałkową zachłanność przypłaciłam brudnym topem i spódniczką. Było warto. Pozwoliłam sobie na zakupowe szaleństwo w "Tabakko". Delektując się wyborem papierosów niedostępnych w Polsce. Zsunęłam ze stóp buty i chodziłam boso po trawie, nie dbając o konwenanse. To wszystko za mało.

Miejski zgiełk, nawet ze słuchawkami w uszach, był zbyt irytujący. Pośród niego, złotym kogutem na szczycie, zaznaczał swe istnienie ewangelicki kościół. Martinskirche.
Tysiące przebrzmiałych modlitw, zamkniętych w chłodzie murów. Monumentalność fundamentów biegnących ku sobie, by spoić się w sklepieniu kolebkowym. Nadgryzione zębem czasu drewniane ławki. Ogromny krzyż z konającym Jezusem, w którego statystycznie wierzy 95% polskiego społeczeństwa.
Weszłam po kamiennych schodach na chór. Bezczelnie zasiadłam przy wiekowych organach. Wyprostowane plecy, głęboki wdech, zapach kadzidła wciąż unoszący się w powietrzu. Wśród tej sakralnej ostoi spokoju otworzyłam książkę i wchłonęłam uciekające minuty. Ponownie zachwycona wszechświatem, ukazanym mi oczami Dawkinsa w "Rozplataniu tęczy".

Jestem niewierząca. Moje naukowe i wnikliwie analityczne podejście do świata, czyni ze mnie ateistę do szpiku kości. Moje zasady i przekonania nakazują mi odrzucić dogmaty jakiejkolwiek religii.
Moje zamiłowanie do architektury i sporadycznego wyciszenia zmusza mnie jednak do wdzięczności za kawałek oazy, pośrodku dziczy i pędu codziennej egzystencji.



PS: Brakuje mi Twojego zapachu, noszonego na nadgarstkach. Odurzającego oczekiwania i iskry nadziei.

Brak komentarzy: