Jesteśmy zbyt skomplikowane, obydwie. Grzęźniemy w śliskim błocie, okrytym dwudniowym śniegiem. Pijemy za mało, śpimy niespokojnie, uciekamy wzrokiem gdy mówimy o miłości. Nasze błędy pachną lizolem. Wzbudzając odruch wymiotny, gdy na kanapie matka dopiero co wyłożyła świeżą narzutę. Zadręczamy się drobiazgami, udajemy rozsądek wtedy, gdy najbardziej go brak. Zgubione w skonsumowanej i przemielonej na każdy możliwy sposób rzeczywistości. Chwytamy się kurczowo czegoś co nie da nam utonąć i ciągniemy razem z nami na dno.
Nikt nam nie obiecywał semantycznego świata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz